Zebranie członków OSP Dobrzyki (24.02.2017 )
- Dział: OSP Dobrzyki
- Czytany: 2276 razy
Liczący współcześnie około 2,6 kilometra długości Kanał Dobrzycki, łączący jezioro Jeziorak z jeziorem Ewingi - a więc miasta Iławę i Zalewo - jest najstarszym kanałem żeglownym w Polsce!
Mechanizm napędowy nieczynnego zegara wieżowego w kościele pw. Świętych Piotra i Pawła w Dobrzykach znajduje się poniżej poziomu dzwonów. Widoczne z zewnątrz tarcze zegarowe znajdują się już na poziomie wyższym, tym samym,na którym zawieszone są dzwony.Stąd obie tarcze częściowo zasłaniają ażurowe okiennice, przez które roznosi się dźwięk dzwonów. Jak działał i kiedy został zbudowany? Oto odpowiedzi, przygotowane przez znawców zegarów wieżowych z Wielkopolski.
Data powstania, wykonanie.Powstanie mechanizmu zegara datuje się,z uwagi na konstrukcję, na połowę XVIII wieku.Być może pochodzi z roku budowy wieży(1736), bądź jej konserwacji (1776). Na przestrzeni tego czasu zegary w gruncie rzeczy produkowane były w ten sam sposób. Niestety na podstawie fotografii niemożliwe jest określenie twórcy zegara, jednakże istnieje duże prawdopodobieństwo, że na któreś z belek bądź na jednym z kół zębatych można znaleźć podpis wykonawcy zegara (ten sposób sygnowania zegara w tamtym okresie był powszechną praktyką).
Dobrzyki, przed wojną Weinsdorf, po 1945 roku Winowo, później Dobrzyki. Jest
jedną z największych wsi w gminie Zalewo. Głównym zajęciem mieszkańców jest
rolnictwo. Wiele osób dojeżdża do pracy w pobliskich zakładach w Zalewie, takich jak:
Polirol, Dam - Rob, Lech - Drób i innych. Kiedyś też dojeżdżano, ale autobusami PKS,
które z trudnością mieściły chętnych z biletami miesięcznymi. Sporo pracowało wtedy w
garbarni, Metalowcu, GS, POM, SKR.
Opowieść zacznę w momencie, kiedy mieszkańcy Weinsdorf w mroźne,
styczniowe dni 1945 roku w pośpiechu musieli opuścić swoje domostwa. Ich przodkowie
zakładali wieś już w XIV wieku, o czym świadczy zachowany akt nadania z 1304 roku
wydany przez komtura w Dzierzgoniu, na ręce lokatora Wiganda. Wróćmy do 20 stycznia
1945 roku. Do Weinsdorf wtargnęli Sowieci, gwardia 5 Armii Pancernej 2 Frontu
Białoruskiego, pod dowództwem marszałka Rokossowskiego. Posterunki wojsk ulokowano
w szkole oraz budynku później zamieszkałym przez rodzinę Paczkowskich. Część ludności
samowolnie uciekła, inni czekali na opieszałą decyzję władz. Ci, którzy zostali, przeżyli
gehennę. Żołnierze palili, grabili, strzelali do niewinnych, deportowali w nieznane. Byli
mieszkańcy Weinsdorf, odwiedzający obecnie swoją rodzinną wieś, przywożą ze sobą
smutne wspomnienia. Dobrzyki często odwiedza Gunter Kamiński. Jako dziecko uciekł z
rodziną na zachód, rodzina przeżyła bolesną tragedię w czasie ucieczki. Do tego spalono
ich nowy dom. Siegfried Krause, nieżyjący już wielki miłośnik tej wsi, często tu bywał.
Założył stronę internetową poświęconą swojej wsi - Weinsdorf. Jedyna obecnie
autochtonka, Małgorzata Bochno (z domu Cyrson), chętnie wspomina dawne dzieje, kiedy
chodziła przed wojną do tutejszej szkoły. Nie zdążyli uciec, kiedy na moście radziecki
patrol zrzucił do zamarzniętego kanału jej ojca, który zginął na miejscu. Matka z liczną
gromadką dzieci wróciła do swojego domu pod lasem. Wieś opuścili prawie wszyscy
Niemcy, zostało kilka rodzin, ale i oni wkrótce wyjechali.
Już w maju 1945 r. do Dobrzyk zaczęli przybywać ze wszystkich stron Polski
pierwsi osadnicy. Ludzie o różnych kulturach, zwyczajach. Licznie z woj.
warszawskiego, białostockiego, Podlasia, kieleckiego i z nadania wojskowego. Pierwsi
osadnicy to m. in. rodziny: Śledzikowie, Kobusowie, Wasilewscy, Samarscy. Trochę
później przyjeżdżają do Dobrzyk rodziny: Grodzcy, Truszkowscy, Kotowscy,
Tuszewiccy, Nazarkowie, Zaniewscy, Pruszyńscy, Pieroszczukowie, Kowalczykowie,
Tomczukowie, Dzięgielewscy, Nidzgorscy, Łachańscy, Potorscy, Korzeniewscy,
Kozłowscy, Koskowie, Radkowie oraz inni, których mogłam pominąć. Po przyjeździe
wieś wyglądała smutno, było dużo spalonych budynków, pola leżące odłogiem, zarośnięte
chwastami. Było ciężko, nieraz dokuczał głód. Szerzyły się różne groźne choroby, nawet
tyfus. W okolicach grasowały bandy i szabrownicy, głównie z centralnej Polski. Mimo
tych trudności mieszkańcy zaczynali nowe życie. Duża grupa przyjechała w październiku
1945 roku z Bieżunia. Do komisji organizującej wyjazd należał Czesław Potorski, wtedy
wraz z nim przyjechali do Dobrzyk rodziny z tamtych stron. Przybywający wybierali
wolne budynki, zgłaszali to osobie odpowiedzialnej za sprawy organizacyjne we wsi.
Gmina wystawiała dokument do Państwowego Urzędu Repatriacyjnego, wówczas
osiedleńcy dostawali akt nadania ziemi, budynków maszyn, nawet mebli. Gmina
przydzielała na wieś mąkę, kaszę, chleb i ziarno do siewu. Plon często zjadały myszy.
Była znaczna pomoc z UNRRA (UNRRA - United Nations Relief and Rehabilitation
Administration, czyli Administracja Narodów Zjednoczonych do Spraw Pomocy i
Odbudowy -organizacja międzynarodowa utworzona w 1943 w Waszyngtonie z inicjatywy
USA, Wielkiej Brytanii, ZSRR i Chin w celu udzielenia pomocy obszarom wyzwolonym w
Europie oraz Azji po zakończeniu II wojny światowej - przyp. red.). W 1946 roku wybrano
pierwszego sołtysa, Dzięgielewskiego. Ostatnią grupą osiedleńców byli deportowani w
1947 roku w Akcji „ Wisła" z woj. rzeszowskiego. Upłynęło sporo czasu, by ludzie o tak
różnych kulturach i przyzwyczajeniach mogli się w końcu zintegrować. Założono PPR
(Polska Partia Robotnicza -przyp. red.) i PPS (Polska Partia Socjalistyczna), a w 1948
roku powstała PZPR (Polska Zjednoczona Partia Robotnicza). Pierwszym sekretarzem
podstawowej organizacji partyjnej w Dobrzykach został Bolesław Szychuda, potem przez
15 lat pełnił tę funkcję Czesław Potorski. Powstała ochotnicza straż pożarna, założona
przez 15 członków. Przez wiele lat naczelnikiem był Czesław Potorski, do 1975 roku, po
nim Władysław Żurawski. W 1947 roku prawie wszystkie gospodarstwa były już
pozajmowane.
Wreszcie wielkie wydarzenie we wsi, grudzień 1947 rok. Po remoncie starych
linii przesyłowych do wsi w końcu popłynął prąd. Z sufitów zawisły żarówki. Dotąd
używano świec i lamp naftowych. Nowoczesność zawitała do zagród, w miarę zamożności
rolników i możliwości rynkowych nabywano sprzęty gospodarstwa domowego i do
produkcji rolnej.
Ważna rzecz, jak na owe czasy, to spółdzielnie produkcyjne, zakładane w całej
Polsce pod przymusem, była taka i w Dobrzykach od 1952 roku. Niechętnie wstępowano w
jej szeregi, rozwiązano ją w 1956 roku. Zmorą tamtych czasów było oddawanie
wyznaczonych przez urząd tzw. planów, każdy musiał oddać za darmo część swoich
zbiorów. Ludzie byli biedni, bardzo im było ciężko, buntowali się, ale po cichu, bo takie
były czasy.
W 1954 roku powołano we wsi G.R.N. (Gromadzką Radę Narodową - przyp.
red.). Pracownicą urzędu była m. in. Halina Łempicka. G.R.N. (do roku 1957 r. -wtedy je
rozwiązano) mieściła się w budynku później zamieszkałym przez rodzinę Frańczuków.
Jan Frańczuk był wieloletnim pracownikiem Rejonu Dróg Publicznych. Był też
pracownikiem punktu bibliotecznego w Klubie Rolnika. W owym czasie, trzeba
przyznać, że pobocza dróg na czas wykaszano i usuwano zbędne krzaki. W tym samym
rejonie pracował również Walenty Krzemiński, który wraz z żoną mieszkał w
malowniczym, zadbanym domku koło sklepu. Jako jedyny w okolicy posiadał telefon, z
którego korzystali sąsiedzi. U żony, pani Anny, chętnie stołowali się miejscowi
proboszczowie, gdyż była doskonałą kucharką. Groby tych dwojga znajdują się na
dobrzyckim cmentarzu.
We wsi w roku 1950 założono sklep, mieścił się, tak jak przed wojną, w tym
samym miejscu. Budynek zasiedliła rodzina Truszkowskich. W sklepie sprzedawał
Henryk Porowski. Józef Truszkowski miał koło domu małą kuźnię i świadczył usługi
rolnikom, po pracy w G.S. (Gminna Spółdzielnia - przyp. red.) w Zalewie. Później
przeniesiono sklep w inne miejsce, w którym przez długie lata sprzedawała Irena
Sawczuk. Był to sklep zaopatrywany przez G.S., wielobranżowy, w którym obok
podstawowych produktów spożywczych klient mógł kupić naftę, gwoździe, mydło,
śledzie z beczki, krem do twarzy i wiele innych najpotrzebniejszych rzeczy. Gospodynie
sprzedawały w sklepie świeże jajka od własnych niosek. Po Irenie Sawczuk sprzedawał
jej mąż Józef. Jako pierwszy miał we wsi samochód marki Warszawa i świadczył usługi,
czy to na chrzciny, wesela, albo inne wyjazdy.
Na pewno niewielu już pamięta, że pierwsza zlewnia mleka znajdowała się po
byłej poniemieckiej mleczarni, obok posesji Lichaczów. Jeszcze w latach 70. pamiątką
był komin po prężnej niemieckiej mleczarni. Później budowano standardowe zlewnie w
każdej wsi i taka była w Dobrzykach, do której wczesnym rankiem i wieczorem wszyscy
rolnicy dostarczali w konwiach świeże mleko. Przy okazji podyskutowali
0 polityce, pracy w gospodarstwie, wypalili papierosa. Przez długie lata zlewniarką była
Józefa Mazur. Obecnie zlewnię zaadaptowano na mieszkanie z zadbanym obejściem.
Jakoś tak się składa, że w Dobrzykach mieszkali ludzie z dużą inicjatywą.
Przykładem niech będzie „Klub Rolnika". Były to lata 60., młodzież podjęła się
wyremontowania starej poniemieckiej kuźni. Pracowali z myślą, że będą mogli miło
spędzić wolne chwile we własnym gronie. Swojego czasu i wysiłku nie żałowali przy tej
pracy m. in. Leonard Bojarun, Andrzej Fiedorowicz, Ryszard i Jan Madejowie
1 z pewnością wielu innych. Uroczyste otwarcie klubu odbyło się w lutym 1965 roku.
Pierwszą klubową była Barbara Nidzgorska. Pomieszczenie pięknie udekorowano i
nieźle wyposażono. Było radio, adapter, później telewizor, świeża prasa do poczytania na
miejscu. Na ścianach wykonane przez uczniów dekoracyjne obrazki. Za małą ladą stała
gospodyni i parzyła niesamowicie pachnącą kawę, sprzedawała słodycze i oranżadę.
Wieczorami zajęte były wszystkie stoliki. Dzieci, oczywiście miały zakaz
przesiadywania, dlatego było to dla nas bardzo magiczne i tajemnicze miejsce. Sołtys i
inne ówczesne organizacje wiejskie organizowały zebrania, kursy, prelekcje, spotkania
ze znanymi osobami. Długo wspominano sylwestrowe zabawy, sobotnie potańcówki.
Przyjeżdżało kino objazdowe, wtedy to robiło się ciasno. Wcześniej szkoła udostępniała
pomieszczenia na niektóre, ważniejsze spotkania. Działał punkt biblioteczny. Wspomnę
też inne panie, które pracowały w klubie. Najdłużej Janina Frańczuk, była ostatnią
klubową. Warto wspomnieć, że też pięknie szyła. Wtedy kobiety chętnie nabywały
materiały i szyły na miarę, tym samym wykazywały dużą kreatywność. Nieco krócej
pracowały Janina Twardowska i Lilianna Wieczorek. Wcześniej wiejskie potańcówki,
albo większe zabawy były w starej poniemieckiej tancbudzie naprzeciw szkoły, zostały
po niej jeszcze schody. Albo w starej remizie strażackiej.
telefonów, był tylko w szkole, u sołtysa i na plebanii Jeśli było jakieś ważne urzędowe
powiadomienie, wówczas mieszkańcy przekazywali je formie karteczki, tak od sąsiada do
sąsiada przekazywano sobie. Bardzo miły sposób i okazja do wypicia herbaty. Najczęściej
wysługiwano się dziećmi.
Jak w każdej wsi, tak i w Dobrzykach istniało K.G.W. - Koło Gospodyń
Wiejskich. Prawie wszystkie kobiety ze wsi i okolic przychodziły na spotkania.
Zapraszano instruktorki od gotowania czy szycia. Fachowcy prowadzili kursy
nowoczesnej hodowli drobiu, uprawy warzyw, sadownictwa. Przewodnicząca corocznie
wiosną rozprowadzała zamawiane wcześniej przez członkinie pisklęta drobiu. Hodowało
się wtedy niemało. Panie nie tylko pracowały, potrafiły też się zabawić. Organizowały z
OSP zabawy taneczne, a zysk przeznaczały na cele koła, chociażby zakup dużego serwisu
obiadowego na wiejskie wesela. Huczne były we wsi dożynki na koniec żniw. W
ludowych strojach kobiety prezentowały przez siebie zrobione dożynkowe wieńce, przy
tym śpiewały regionalne pieśni. Młodzież szkolna brała też czynny udział w tych
uroczystościach, uświetniając je swoimi występami. Działaczkami koła były m. in.
Jadwiga Bujwid, Janina Frańczuk, Anna Chanas, Stanisława Jobczyk, Stanisława Bojarun,
Lilianna Wieczorek.
W ciągu 30-lat zmienił się wygląd wsi. Wiele się budowało, znikały chaty ze
strzechami, a stawały nowe domy z cegły, wygodne, nowoczesne z łazienkami, kryte
dachówką. Budynki - to niemal żywy zapis dziejów wsi. Niektóre niskie, parterowe,
skromniejsze, ale otynkowane i zadbane, te budowano wcześniej, w latach 60. Takie
domy stawiali Słomiany, Płatek, Klinicki, Kowalski, Stefanowski, Śledzik, Stefanowski.
Późniejsze budynki są już piętrowe i znać, że wieś stawała się
telefonów, był tylko w szkole, u sołtysa i na plebanii Jeśli było jakieś ważne urzędowe
powiadomienie, wówczas mieszkańcy przekazywali je formie karteczki, tak od sąsiada do
sąsiada przekazywano sobie. Bardzo miły sposób i okazja do wypicia herbaty. Najczęściej
wysługiwano się dziećmi.
Jak w każdej wsi, tak i w Dobrzykach istniało K.G.W. - Koło Gospodyń
Wiejskich. Prawie wszystkie kobiety ze wsi i okolic przychodziły na spotkania.
Zapraszano instruktorki od gotowania czy szycia. Fachowcy prowadzili kursy
nowoczesnej hodowli drobiu, uprawy warzyw, sadownictwa. Przewodnicząca corocznie
wiosną rozprowadzała zamawiane wcześniej przez członkinie pisklęta drobiu. Hodowało
się wtedy niemało. Panie nie tylko pracowały, potrafiły też się zabawić. Organizowały z
OSP zabawy taneczne, a zysk przeznaczały na cele koła, chociażby zakup dużego serwisu
obiadowego na wiejskie wesela. Huczne były we wsi dożynki na koniec żniw. W
ludowych strojach kobiety prezentowały przez siebie zrobione dożynkowe wieńce, przy
tym śpiewały regionalne pieśni. Młodzież szkolna brała też czynny udział w tych
uroczystościach, uświetniając je swoimi występami. Działaczkami koła były m. in.
Jadwiga Bujwid, Janina Frańczuk, Anna Chanas, Stanisława Jobczyk, Stanisława Bojarun,
Lilianna Wieczorek.
W ciągu 30-lat zmienił się wygląd wsi. Wiele się budowało, znikały chaty ze
strzechami, a stawały nowe domy z cegły, wygodne, nowoczesne z łazienkami, kryte
dachówką. Budynki - to niemal żywy zapis dziejów wsi. Niektóre niskie, parterowe,
skromniejsze, ale otynkowane i zadbane, te budowano wcześniej, w latach 60. Takie
domy stawiali Słomiany, Płatek, Klinicki, Kowalski, Stefanowski, Śledzik, Stefanowski.
Późniejsze budynki są już piętrowe i znać, że wieś stawała się
W krajobrazie i życiu mieszkańców Dobrzyk istniał kanał, może nawet
podświadomie, ale głęboko. Był tu od zawsze, nikt się naprawdę nie zastanawiał, po co i
kto go wykopał. Zwano go nieco światowo, Kanał Elbląski. W latach 70. spławiano jeszcze
nim drewno, pływały żaglówki. Kto tylko mógł, podążał na most, aby to zobaczyć. Potem
jakby zamarł ruch. Ale tętniło życie na brzegu. Latem, w gorące dni, rozkładano w
dostępnych miejscach koce i plażowano, nawet rodzinnie. Przy kanale były łąki, bydło i
konie dla ochłody też zażywały wodnych relaksów. Była w nim zazwyczaj nieco brudna
woda, ale nikogo to nie zrażało. Kąpiele były jednak niebezpieczne, zwłaszcza dla dzieci
bez opieki. Kilka osób utopiło się.
Za kanałem jest dobrzycki cmentarz. Było we wsi takie powiedzenie, czy kogoś
czasami nie wywieziono za kanał? Tak trochę żartobliwie o pogrzebie mówili starzy ludzie.
Nad kanałem zostały też resztki cmentarza niemieckiego. Trzeba przyznać, że wyjątkowo
ładne miejsce przeznaczono kiedyś na wieczny spoczynek. Jeszcze w latach 60. i 70. cały ten
zarośnięty plac zapełniały piękne, granitowe nagrobki. Jeśli ktoś potrafił, odczytywał
nazwiska i epitafia. Dla miejscowych cmentarz ten to było miejsce święte, nikt nie naruszał
spokoju zmarłych. Dopiero władze gminne „odpowiednią" uchwałą (z 31 stycznia 1972 r. o
likwidacji ewangelickich, nieużywanych cmentarzy, m. in. w Dohrzykach -przyp. red.)
doprowadziły do wielkich zniszczeń, zwłaszcza przez kamieniarzy.
Latem młodzież po zamknięciu klubu wędrowała na most, dokończyć dyskotekę.
Leciały fajne piosenki z magnetofonu kasetowego, nie wiadomo skąd zdobyte, a cenne.
Deep Purple, Led Zepellin, Cat Stevens, T. Rex. Takiej słuchaliśmy muzyki na moście i nie
tylko tam. Jakoś i na alkohol nikt nie miał.specjalnie apetytu. Lubiliśmy czasem w 10 osób
wypić jedno wino Mistella, wystarczyło! Wszystko nas cieszyło, tak na trzeźwo, wspólne
wakacje po wielu miesiącach nauki, piękne, ciepłe lato. To są moje niezapomniane
wspomnienia beztroskich lat, mocno związane z kanałem, mostem i Dobrzykami.
Domyślam się, że tak było zawsze i tak jest też teraz. Czas, a przede wszystkim wspólne
inicjatywy dla dobra wszystkich* Pómoc w najpilniejszych pracach rolnych, młocki,
wykopki. Wspólne imprezy kulturalne, wesela i pogrzeby. Wszystkie te sprawy powoli
zbliżały i integrowały tę małą społeczność.
Opisałam dzieje powojennych Dobrzyk ze strzępków wspomnień jej
mieszkańców. Może niektórzy po przeczytaniu poczują niedosyt. Z pewnością pominęłam
wiele nazwisk, wiele ważnych wydarzeń. Nie istnieją żadne zapiski, poginęły kroniki.
Ludzka pamięć też jest ulotna.
Irena Truszkowska
wspominali:
Krystyna Truszkowska, Anna Chanas, Stanisława Markiewicz, Zdzisław Grodzki
(lipiec -wrzesień 2015)
Zintegrowany System Alarmowania i Ochrony Ludności DSP-50 jest przeznaczony do zdalnego, radiowego uruchamiania syren alarmowych Obrony Cywilnej i Ochotniczych Straży Pożarnych oraz do alarmowania/powiadamiania osób wyposażonych w pagery i telefony komórkowe. Współpraca systemu DSP-50 z syrenami elektronicznymi umożliwia dodatkowo rozgłaszanie komunikatów głosowych oraz dowolnych dźwięków. Obejmuje swoim zasięgiem ponad 80% powierzchni naszego kraju.
W dniu 11.10.2016r. Osp Dobrzyki została włączona w system DSP-50
W znaczący sposób skróci to czas reakcji na sygnał alarmowania i pozwoli na dalsze podnoszenie jakości stawianych przed nami zadań
Szkoła w Dobrzykach rozpoczęła funkcjonowanie 1 września 1946 r. jako siedmioklasowa szkoła podstawowa. Kierownikiem w latach 1946 – 1955 był Józef Mioduszewski.
Od września 1955 r. do sierpnia1975 r. funkcję kierownika, a następnie dyrektora szkoły pełnił Stanisław Parzęcki. W tym czasie Szkole Podstawowej w Dobrzykach podlegały punkty filialne w Matytach i Jerzwałdzie. W 1973 r. S.P w Dobrzykach przyjęła uczniów klas młodszych z rozwiązanej szkoły w Surbajnach i Matytach.
Fot. Uczniowie klasy siódmej oraz grono pedagogiczne
(zakończenie roku szkolnego 1960-1961)
W latach 1975 – 1990 dyrektorem szkoły w Dobrzykach był Jan Nidzgorski, z inicjatywy którego powstał mały pawilon szkolny z dwoma izbami lekcyjnymi.
1 września 1990 r. dyrektorem Szkoły Podstawowej w Dobrzykach została Grażyna Tuszewicka.
W tym samym roku Rada Gminy w Zalewie podjęła decyzję o sprzedaży nieruchomości po byłej szkole w Matytach. Dzięki zdecydowanym działaniom Grażyny Tuszewickiej – dyrektora szkoły oraz ówczesnego sołtysa wsi Dobrzyki - Władysława Żurawskiego, Rada Gminy na czele z burmistrzem Henrykiem Gajcym, przy wsparciu przewodniczącego Komisji Oświaty Józefa Króla zadecydowała o przeznaczeniu pieniędzy z transakcji sprzedaży na inwestycję mającą na celu poprawę warunków funkcjonowania szkoły w Dobrzykach.
Zdecydowano o rozbudowie szkoły tzn. - budowie sali gimnastycznej z zapleczem socjalnym, izbami lekcyjnymi i łącznikiem nowego obiektu ze starym budynkiem szkolnym. Już wiosną 1991 r. ruszyły prace budowlane, a cały nadzór nad powstającą inwestycją objęła dyr. szkoły Grażyna Tuszewicka, którą wspierał Społeczny Komitet Rozbudowy Szkoły w Dobrzykach z jego najaktywniejszymi członkami Stanisławem Bulskim, Jackiem Dobrowolskim i Franciszkiem Kowalewskim.
1 kwietnia 1996 r. dyrektorem szkoły został Jacek Dobrowolski, którego priorytetowym zadaniem było dokończenie rozbudowy szkoły .
W dniu 21 kwietnia 1997 r. uroczyście oddano do użytku nową salę gimnastyczną z zapleczem socjalnym oraz dodatkowymi 6 izbami lekcyjnymi.
W latach następnych szkoła została wyposażona w niezbędny sprzęt i pomoce naukowe, rozbudowano i doposażono zaplecze kuchenne wraz ze stołówką, wydzielono pomieszczenia na bibliotekę z czytelnię stanowiącą Szkolne Centrum Informacji Medialnej oraz utworzono nowoczesna pracownię internetową.
Od 1 września 2008 r. szkoła funkcjonuje jako zespół szkół z 6-klasową szkołą podstawową i gimnazjum.
Zespół Szkół w Dobrzykach jest nowoczesną, bardzo dobrze wyposażoną placówką oświatową przodującą w gminie Zalewo pod względem osiąganych wyników. Zapewnia uczniom doskonałe warunki nauki, właściwą opiekę wychowawczą i opiekuńczą, posiada bardzo dobrze wykształconą i przygotowaną do pracy z dziećmi i młodzieżą kadrę pedagogiczną.
Z inicjatywy WUOZ w Olsztynie, a zwłaszcza szefowej Delegatury Elbląskiej WUOZ - pani Marii GAWRYLUK; której dziękuję niniejszym za "duchową opiekę" i mądre rady natury merytorycznej, przystąpiliśmy do wymiany witraży w kościele parafialnym, w części kościoła zwanej nawą oraz w zakrystii. Stan witraży a zwłaszcza stopień ich zniszczenia zagrażający czasami bezpieczeństwu ludzi przebywających w obiekcie, skłonił nas do podjęcia się tego dużego - jak na możliwości finansowe mojej parafii - dzieła dla potomnych; mam nadzieję że na całe lata... Może nie są imponujące treścią, ale z całą pewnością doskonale dobrane formą do gotyckiego wnętrza świątyni przez specjalistów. Nie bez znaczenia były też możliwości finansowe parafii, co wymuszało czasami weryfikację pierwotnych zbyt śmiałych założeń Dobremu Panu Bogu niech bedą dzięki, za to że całe przedsięwzięcie - nie bez problemów spowodowanych złośliwością pewnej /małej na szczęście/ grupy parafian - udało się doprowadzić do szczęśliwego końca. A.M.D.G.
W ramach prac renowacyjnych, wymieniono wszystkie witraże w nawie kościoła oraz w zakrystii. Jest to 6 wielkich witraży w ścianach: południowej - 3, północnej - 1, oraz zachodniej - 2, a do tego w zakrystii - 1 nieco mniejszy i wreszcie 2 witrażowe okna nad wejściem głównym. Każdy z wielkich witraży ma swoją nazwę własną: Soli Deo - Jedynemu Bogu A.M.D.G. - na większą chwałę Boga Veni Sancte Spiritus - przybądź Duchu Święty Sursum Corda - w górę serca Jesu, in Te confido - Jezu ufam Tobie Sub Tuum praesidium - pod Twoją obronę Pozostałe 3 to: okna nad wejściem głównym /2/ przedstawiające; górny - Ducha Świętego w glorii, zaś dolny - chryzmę z herbu I Biskupa Diecezji Elbląskiej, oraz 1 w zakrystii ozdobiony centralnie pieczęcią parafialną Parafii Dobrzyki oraz pieczęcią herbową ówczesnego /II/ Biskupa Elbląskiego.
Jerzwałd założyli Krzyżacy jako wieś pruską. Do naszych czasów zachowały się dwa krzyżackie akty nadania Jerzwałdu spisane w języku łacińskim, które odnalazłem w archiwum w Berlinie (skany oryginałów w fotogalerii) . Dokumenty te na moją prośbę przetłumaczył nieodpłatnie wybitny uczony polski ks.prof. Alojzy Szorc , który dla lepszego zrozumienia tekstu podał w nawiasach nazwy i miary współczesne.
Oto, co napisali Krzyżacy o Jerzwałdzie prawie 700 lat temu.
Akt nadania z 23 lutego 1330 r. (tlum. ks. prof. A. Szorc)
W imię Pańskie.Amen.
My brat Luder z zakonu Szpitalnego Świętej Maryi domu niemieckiego w Jerozolimie, przełożony generalny, rodem z Brunswich (Brunświk), pragniemy podać do publicznej wiadomości ludzi współczesnych i przyszłych pokoleń, do których dotrze to nasze pismo, że my pełniąc czasowo funkcję komtura w Kyrrsburc (Dzierzgoń) i wielkiego szatnego domu generalnego, za pełną wiedzą i zgodą czcigodnego i bogobojnego męża brata Karuli z Trewiru aktualnego wielkiego mistrza, za przyzwoleniem starszych braci naszego zakonu, nadaliśmy wiernemu nam i drogiemu Skypelanowi i jego prawym spadkobiercom dziesięć łanów ziemi (1łan=16,8 ha), dokładnie wyznaczonej ze wskazaniem granic. Ziemia ta znajduje się na końcu pola o nazwie Keyserswalde (Jerzwałd) od strony miejscowości Kemmen (Kiemiany). Składają się na nią pola, łąki, pastwiska, zagajniki, lasy. Będzie ją posiadał na prawie dziedzicznym w wieczystym użytkowaniu, i czerpał wszelkie płynące z niej dochody. Zwolniony jest od uiszczania dziesięcin i brzemienia ciężarów wieśniaczego szarwarku (roboty przy budowanie drog i warowni). Ponadto wymienionemu Skypelonowi i jego prawowitym dziedzicom i spadkobiercom dajemy prawo w obrębie jego dóbr sprawowania sądownictwa większego i mniejszego i czerpać z tego dochody. Na znak szczególnej naszej łaskawości w stosunku do tegoż Skypelona jego dziedziców i następców pozwalamy mu łowić ryby w jeziorach Ruthczov (Rucewo Małe) i Geysirich (Jeziorak), ale mniejszymi przyrządami i tylko na własny użytek. Rzeczony Skypelo i jego następcy od każdego pługa (tutaj miara powierzchni, 1 pług = 4 łany) co roku do naszego domu w Dzierzgoniu uiści dwa korce zboża, jeden pszenicy i drugi żyta (1korzec=52 litry). Z racji niniejszego zapisu ziemi, wymieniony Skypelo i jego spadkobiercy zobowiązany jest wystawić do dyspozycji naszych braci jednego wojownika uzbrojonego w stylu pruskim, który będzie walczył przeciwko wszelkim agresorom, którzy napadną na nas i nasze ziemie.Tenże Skypelo stawił się przed nami razem ze swymi rodzicami i razem z nimi prosił, abyśmy dokonali odnowienia przywileju na wymienione wyżej dobra. My pragnąc wynagrodzić ich liczne usługi wyświadczone nam i naszym braciom, po uzyskaniu przyzwolenia naszych braci nadanie wcześniej wystawione ratyfikujemy, odnawiamy i potwierdzamy dając rzeczonemu Skypelonowi i jego następcom owe dziesięć łanów na tych samych zasadach co przedtem. Dla nadania mocy tej darowiźnie niniejsze pismo zaopatrzyliśmy w naszą pieczęć. Obecni przy tym byli czcigodni mężowie, bracia naszego zakonu: Luthof Koninc skarbnik, Ruther komtur w Schonense, Henryk nasz kapelan, ponadto Konrad zwany Gartow nasz towarzysz, Henryk z Kamminata nasz notariusz, a także nasi słudzy: Ditmar Stangen, Steynboc, Albert Waryn, oraz wielu innych wiarygodnych świadków. Dań w naszym głównym domu w Malborku 23 lutego 1330 r., indykcji rzymskiej pierwszej.
Wieś Bądze (niem. Bensee) powstała dopiero pod koniec XVIII w. Najstarszy zapis o osadnictwie w tym miejscu pochodzi z 23 lutego 1786 r., który mówi o pozwoleniu Johannowi Schipplicke na uprawianie rybołówstwa. W 1794 r. mieszkańcy wsi otrzymali prawo dzierżawienia ziemi, którą 30 kwietnia 1795 r. przyznano im na własność dziedziczną. Były to grunty nazwane „Scheffelplätze”, co oznacza pola uprawne uzyskane po wykarczowaniu lasu. Wieś otrzymała nazwę jezioro, nad którym została założona. Nazwę tego jeziora wymienia dokument krzyżacki z 1294 r. w. przy opisie granicy między komturią dzierzgońską a biskupstwem pomezańskim. Przebiegała ona wzdłuż tego jeziora oraz miejsca o nazwie Notec/Motec identyfikowaną z dzisiejszym Mortągiem. Nazwy te są pochodzenia pruskiego.
K. Madela, Jerzwałd
Diabeł ze wsi Bądze
Przy bagienku w pobliżu wsi Bądze i wokół niej grasował kiedyś diabeł. Pewien człowiek ze wsi Hak został zawołany przez tego czarta do stawienia się przed jego oblicze. I nikt o tym nie powinien się dowiedzieć i nikomu nie wolno było o tym mówić. I tak się stało, że człowiek ten musiał pogalopować tam na swoim koniu i to w zupełnej tajemnicy przed rodziną i bliskimi. Gdy wyruszył w drogę, jego córka włożyła mu niepostrzeżenie do kieszeni kurtki śpiewnik religijny, w którym akurat zaznaczona była pieśń „Boże Ojcze chroń nas” Jak tylko człowiek ten przybył na bagnisko przy wsi Bądze, diabeł podniósł się z moczarów. Ale zaklaskał tylko w dłonie i zaśmiał się głośno, a zaraz potem zawołał potężnym głosem: „masz szczęście człowieku, że zabrałeś ze sobą tą małą książeczkę”. W ten sposób diabeł nie mógł uczynić temu człowiekowi nic złego.
Elisabeth Lemke: Volkstumliches in Ostpreussen 1887.
tłumaczenie: K. Madela / Jerzwałd
Pruska wieś czynszowa. Obszar pierwotny - ok. 218ha (13 włók). W latach 1937/1939 - 225 mieszkańców. Charakter wsi - majątek. Zachowane elementy układu: dwór , już w stanie częściowej ruiny, zaniedbany park, cmentarz rodowy, budynki gospodarcze. Dobra rycerskie powstały w Tarpnie prawdopodobnie w XV wieku. Na przełomie XVIII i XIX wieku, były własnością rodu von Sydów. Około 1818 roku ówczesny właściciel Tarpna Otto von Sydow był starostą powiatu morąskiego. Pod koniec XIX wieku i do 1945 roku, majątek był własnością rodu von Reichel (Fritz von Reichel był wielokrotnie deputowanym powiatu Morąg). Cmentarz rodowy Reichlów znajduje się jeszcze na terenie parku podworskiego. Ostatnią właścicielką Tarpna była Manuela von Reichel. Podobno w latach trzydziestych XX wieku, z powodu złej sytuacji finamsowej majątku dwór w Tarpnie pełnił funkcję pensjonatu wypoczynkowego. W połowie XIX wieku, był przekształcany według projektu Johanna Larassa. W swej zasadniczej części pochodzi z połowy XIX wieku. Postawiony został na miejscu i z częściowym wykorzystaniem budowli dużo wcześniejszej, o czym świadczą m.in. kolebkowo sklepione piwnice.
wieś w Polsce położona w województwie warmińsko-mazurskim, w powiecie iławskim, w gminie Zalewo. Miejscowość wchodzi w skład sołetwa Barty W latach 1975-1998 miejscowość należała administracyjnie do województwa olsztyńskiego. Wieś wzmiankowana w dokumentach z około 1400 roku, jako wieś pruska na 13 włókach. Pierwotna nazwa wsi to Rengen, od 1540 Ternen. W roku 1782 we wsi odnotowano pięć domów (dymów), natomiast w 1858 w dwóch gospodarstwach domowych było 50 mieszkańców. W latach 1937-39 było 225 mieszkańców. W roku 1973 jako osada Tarpno należało do powiatu morąskiego, gmina i poczta Zalewo.
Wieś Hak ( niem. Buy Cialis Online: Generic (Tadalafil) and Brand Cialis available. Haack) powstała w 1286 r. pod nieznaną ze znaczenia nazwą pruską Pokotite. Krzyżacy nadali wieś wolnemu rycerzowi pruskiemu pisemnym aktem lokacji, podobnie jak Keyserswalde (obecnie Jerzwałd) dla innego wolnego wojownika pruskiego Skypelona.
W dokumentach późniejszych wieś nazwana jest Heckintuffel, Hackenteufel i ostatecznie Haack, co wskazuje na ponowną lokację jeszcze w okresie krzyżackim. Nazwa wsi Haack, co nie posiada w języku niemieckim żadnego znaczenia, została przekształcona w polski Hak.W 1538 r. mieszkali w niej również Polacy.
Nazwa Hackenteufel, odnotowane już przed 1466 r., odnosi się do rodzimego Prusa, prawdopodobnie lokatora wsi, o imieniu Heckin i przydomku diabeł. Badaczka niemiecka Heide Wunderwskazuje bowiem, że Krzyżacy często nazywali rodzimych Prusów diabłami – niem.Teufel.