plenfrderuesuk

Kamieniec – mazurska stolica Europy w 1807r. (część 1)

Dzieje pałacu w Kamieńcu Suskim, leżącego przy trakcie Susz-Dzierzgoń, kilkanaście kilometrów od Zalewa, zbudowanego w pierwszej połowie XVIII wieku związane są nierozerwalnie z legendą napoleońską. Jest to obiekt, który zrządzeniem losów, wpisał się do naszej historii, chociaż w pamięci ludzkiej kojarzy się raczej z pewnym romantycznym wydarzeniem.
A wszystko zaczęło się pierwszego kwietnia 1807 roku. W tym to bowiem dniu, wraz z przyjazdem Napoleona do Kamieńca, miejsce to stało się centrum politycznym i ośrodkiem dyspozycyjnym władzy dla połowy ówczesnej Europy. W rezydencji junkra pruskiego, hrabiego Dohna, cesarz znalazł wygody, których pozbawione było pokrzyżackie zamczysko w Ostródzie, gdzie poprzednio zamieszkiwał. W pałacu w Finckenstein, bo tak nazywała się wtedy wieś i pod taką nazwą miejscowość ta przeszła do annałów historii, rozlokowała się kwatera główna, mieściły się także, przeniesione z Paryża, niektóre ministerstwa. Osoby "boga wojny" chroniła kwaterująca we wsi gwardia cesarska, w najbliższej zaś okolicy rozlokowane zostały na leżach poszczególne korpusy wojsk francuskich, które przy nieczynności armii rosyjskiej, wypoczywały sobie spokojnie.kam1W pałacu było rojno i gwarno, rozmowy rozbrzmiewały we wszystkich językach państw ujarzmionych przez Napoleona. W sali balowej podejmowano egzotyczne poselstwa, zaś wieczorami oglądano spektakle teatrów paryskich. Wiosną 1807 roku wytyczano tu przebieg granic francuskiej Europy, spierano się o stanowiska w nie istniejących jeszcze państwach, zawierano koniunkturalne sojusze i organizowano przebiegłe intrygi, zabiegano o protekcje i oczerniano się wzajemnie. Wiosenna pogoda zahamowała działania wojenne. Obie strony sposobiły się do letniej kampanii, która miała rozstrzygnąć losy tej wojny, zwanej "pierwszą wojną polską".
Burzliwy romans
Niezbyt zajęty cesarz, dla uprzyjemnienia sobie pobytu w Kamieńcu, sprowadził, gdzieś na przełomie kwietnia i maja, z zachowaniem jak największej dyskrecji, poznaną z początkiem tego roku w Warszawie, Marię Walewską. Tu właśnie, w odosobnieniu, burzliwy romans nabrał cech małżeńskiego związku. Kochankowie zajmowali trzy pokoje w północnym skrzydle gmachu z oknami wychodzącymi na piękny park w stylu francuskim. Sypialnia oraz przylegający do niej alkierz w którym mieszkała cesarska faworyta, zostały ściśle odizolowane od reszty pałacu."Przez cały- wspomina kamerdyner Constant - okazywała imperatorowi najwyższe i bezinteresowne przywiązanie. Napoleon zdawał się ze swej strony rozumieć tę anielską kobietę; usposobienie jej, pełne dobroci i abnegacji, zostawili mi wspomnienie niezatarte. Jadali zwykle oboje z cesarzem, a zatem byłem świadkiem zawsze miłej rozmowy, żywej i podnieconej ze strony cesarza, a czułej i melancholijnej ze strony pani W. /... /. W nieobecności Napoleona pani W. Spędzała czas samotnie, czytając, albo tez przez okno zza firanek przypatrywała się paradzie wojskowej i ćwiczeniom wykonywanym pod komendą cesarza. Takim jak usposobienie było i życie jej, jednostajne i zawsze jednakie..."
Z pobytem w Kamieńcu młodziutkiej szambelanowej wiąże się kilka epizodów, często przytaczanych przez jej biografów. Przybyłe do kwatery, pod koniec kwietnia, poselstwo perskie, podarowało cesarzowi w prezencie dla jego małżonki - Józefiny przepiękne i drogocenne szale. Najpiękniejsze z nich Napoleon usiłował wmusić Walewskiej. Nie zgodziła się ich przyjąć. "Nie chciała szali ani diamentów - chciała tylko Polski"- komentowano później te wydarzenie.Jak już wspomniano pobyt Marii u boku boga wojny utrzymywany był jak w największej tajemnicy. Któregoś ranka, minister wojny marszałek Berthier, mający wstęp do cesarza o każdej porze dnia i nocy, zaskoczył parę kochanków podczas wspólnego śniadania. Walewska zdążyła jeszcze umknąć do sąsiadującego pokoju, lecz kompromitujący dowód w postaci zastawy śniadaniowej pozostał. Marszałek zauważył oczywiście na tacy dwie filiżanki i pozwolił sobie na znaczący uśmiech. Został za to jednak ostro zgromiony przez Napoleona i przeszedł od razu do sprawy, która go tu sprowadziła. Po tym zdarzeniu, Berthier ostrożniej już korzystał z przysługującego mu prawa odwiedzania cesarza bez uprzedzenia.kam2
Opuszczając po trzech tygodniach pobytu pałac, Walewska wycięła sobie z zasłony łoża skrawek purpurowego jedwabiu, na pamiątkę nocy spędzonych w sypialni cesarza. Legenda o tym, podtrzymywana przez właścicieli Kamieńca, opowiedziana została prawnukowi Walewskiej, hrabiemu Ornamo, który w okresie międzywojennym zwiedzał pałac. Według udostępnionych przez rodzinę Ornamo fragmentów pamiętników naszej słynnej rodaczki, wyjeżdżała ona Kamieńca rozczarowana i rozżalona, że cesarz nie przywrócił dotąd niepodległości Polce. Oświadczyła Napoleonowi, że wycofa się na głęboką wieś, żeby tam oczekiwać w żałobie i w modlitwie obietnic, których nie spełnił. Groźby swej nie wykonała, zaś na pamiątkę wspólnie spędzonych chwil ofiarowała kochankowi pierścień z wyrytym napisem: "Jeżeli przestaniesz mnie kochać, to nie zapomnij, że ja cię kocham".
Nie ma zgodności, wśród biografów "polskiej małżonki Napoleona", jakie przyczyny skłoniły ją do przyjazdu do kwatery cesarza Francuzów. Według relacji osób z bliskiego otoczenia kochanków, wezwał ja do siebie stęskniony Napoleon specjalnym listem z "błagalną prośbą". A może miała to być misja polityczna z namowy generała Zajączka i brata, który ja tam zawiózł, a potem dopiero po namowach Napoleona zgodziła się pozostać w głównej kwaterze na dłużej ? A może o wszystkim zadecydowała tak po prostu, drzemiące w tej młodziutkiej kobiecie uczucie?.... c.d.n

 

autor: Kazimierz Skrodzki

  • Dział: Dobrzyki
  • Oceń ten artykuł
    (1 głos)
  • Czytany: 683 razy
Czytaj dalej...

Kamieniec – mazurska stolica Europy w 1807r. (część 2) Wyróżniony

 


Intryga przeciwko Poniatowskiemu
O ile krótkotrwały epizod, związał Walewską w sposób tak romantyczny z Kamieńcem, o tyle osoba jej brata, pułkownika Benedykta Łączyńskiego kojarzy się raczej z dwuznaczną i nieprzyjemną intrygą, rozegraną w tym pałacu, w której odegrał on jedną z głównych ról. W otoczeniu cesarza przebywało liczne grono Polaków. Obecność ta była w Kamieńcu o tyle konieczna, że decydowały się tu sprawy wojskowe i ustrojowe odradzającej się Polski. Stale więc byli obecni, między innymi, Józef Wybicki, Aleksander Sapieha i Wincenty Krasiński. W środowisku tym, a w szczególności wśród dawnych legionistów powstał przebiegły spisek, którego celem było pozbawienie księcia Poniatowskiego posady dyrektora wojny. Stanowisko dowódcy wojska polskiego planowano powierzyć owianemu legendą legionową generałowi Henrykowi Dąbrowskiemu. Intryganci za wszelka cenę starali się skompromitować osobę księcia w oczach Napoleona. W tym celu, kilkakrotnie dla agitacji przeciwko księciu, przyjeżdżał z Nidzicy generał Józef Zajączek, żywiołowo go nienawidzący, od czasu insurekcji kościuszkowskiej, a obecnie sabotujący jego zarządzenia. Około 2 maja zawezwany został do Kamieńca generał Dąbrowski. Przyjął go na audiencji Napoleon i polecił mu zatrzymać się tu na parę dni w oczekiwaniu na przebieg wypadków. Pod koniec pierwszego tygodnia maja los Poniatowskiego zdawał się być już przypieczętowanym o czym świadczył też dość osobliwy i nietaktowny list adiutanta marszałka Murat, Łączyńskiego wysłany do księcia, w którym ponaglał go do przyjazdu do Kamieńca aby poprosić cesarza o dymisję z dyrektorstwa i przejście do służby w polu. Dopiero jednak Murat, po wymianie korespondencji z Poniatowskim, uświadamia cesarzowi, że cała sprawa jest z góry ukartowana intrygą. Te, a także nieporównana zręczność ministra spraw zagranicznych Francji Talleyranda, który tymczasem zjawił się w kwaterze cesarskiej, sprawiło, że Napoleon w sama porę powstrzymał się od popełnienia fałszywego kroku jak i dużej niesprawiedliwości. Z knowań zawistnych generałów, książę wyszedł wzmocniony a intryganci skompromitowani.
Próba zamachu na Napoleona
Również i los samego cesarza był mniej więcej w tym samym czasie zagrożony, gdy pewnego ranka w lasach nad Jez. Jeziorak, graniczących od wschodu z majątkiem, pojawiła się grupa pięćdziesięciu husarów pruskich. Przez zaufanego chłopa - przewodnika Prusacy doprowadzeni zostali w pobliże Jeziora Gaudy obok, którego leży wieś Kamieniec. Mieszkający w okolicy leśniczy do którego zamachowcy zwrócili się o radę, w jaki sposób dokonać wypadu do kwatery cesarskiej, przekonał ich jednak o niemożliwości porwania Bonapartego ze względu na silną i czujną obstawę pałacu. Była to jedna z licznych i nieudanych prób zamachu na Korsykanina.
Przygotowania do zwycięstwa fryndlandzkiego
Główna kwatera napoleońska mieściła się w pałacu kamienieckim do 6 czerwca. Czym bliżej tej daty, cesarz i całe jego otoczenie, było coraz bardziej zajęte przygotowaniami do mającego wkrótce nastąpić rozstrzygnięcia losów wojny 1807 roku. Napoleon zatopiony był w etatach wojskowych pułkowych i planach sytuacyjnych, przygotowywał kampanie letnią i Frydland. Co pewien też czas odwiedzał swoje dywizje rozlokowane w okolicznych miastach. Był jeźdźcem nie lada skoro przy zmiennej wiosennej aurze przedsięwziął między innymi jednodniową konną wycieczkę do Gdańska i z powrotem (100 km w jedną stronę). Pobyt Napoleona w Kamieńcu zaowocował w czerwcu wspaniałym zwycięstwem pod Frydlandem, w wyniku którego Prusacy i Rosjanie, zmuszeni zostali do zawarcia pokoju w Tylży. Postanowienia tego pokoju wskrzesiły między innymi państwo polskie pod nazwą Księstwa Warszawskiego. Wspólne natomiast chwile kochanków, zaowocowały trzy lata później urodzinami cesarskiego syna. Przyszłość pokazała, ze wiosną roku 1807 gwiazda Bonapartego osiągnęła swój zenit.
Dalsze losy pałacu
Właściciel posiadłości, po upuszczeniu Prus przez Francuzów, zastał pałac nietkniętym. Wojna 1807 roku była łaskawa dla tej siedziby junkierskiej.
Pałac w Kamieńcu przed zniszczeniem
Pałac w Kamieńcu przed zniszczeniem
Przez następne półtora wieku włości kamienieckie znajdowały się nadal w rękach tej samej rodziny hrabiowskiej - Dohna. Podobnie jak cała wschodniopruska kasta junkierska, stale popierali te siły w Niemczech, które gwarantowały zachowanie i mnożenie ich bogactwa. Nic wiec dziwnego, że narodowo - socjalistyczna rzeczywistość spod znaku swastyki szybko zawitała do ich siedziby. Latem 1934 roku, Hitler nie przyjęty przez umierającego w pobliskim Ogrodzieńcu (Neudeck) Hindenburga, w poszukiwaniu kwatery, gdzie mógłby zaczekać do jego śmierci, by potem przejąć i ogłosić "sowją" wersję politycznego testamentu prezydenta, odwiedza ze świtą Kamieniec. "Sypialnia - mowa tu o pokoju napoleońskim - pozostała nie zmieniona. Propozycję przenocowania w tym pokoju Hitler stanowczo odrzucił" - wspominał po latach szef prasowy NSDAP, Hanfstangl. Legenda Marysi i Napoleona nie była na szczęście sprofanowana pobytem zbrodniarza wszechczasów. Została natomiast przeniesiona na ekran w Hollywood przez wytwórnię Metro Goldwyn Mayer.Scenariusz osnuto na podstawie wydanej na początku XIX wieku powieści Wacława Gąsiorowskiego "Pani Walewska" (autor, błędnie umieścił akcje mazurskiego epizodu romansu Napoleona i Walewskiej w Ostródzie). Filmowcy amerykańscy, kręcący film 30 lat po ukazaniu się książki Gąsiorowskiego, dla nakręcenia ujęć architektonicznych pałacu w którym w rzeczywistości przez trzy tygodnie kwitł bujnie polsko - francuski romans, zawitali w 1934 roku do Kamieńca. Trzy lata później, film z Gretą Garbo w roli Walewskiej wszedł na ekrany kin pod tytułem The Conquest - "Podbój". Również i w Polsce, powstała filmowa adaptacja powieści Gąsiorowskiego w reżyserii Leonarda Buczkowskiego. Niestety, ekipa filmowa nie miała już możliwości wykonania ujęć kadrowych pałacu w Kamieńcu. Z zawieruchy II wojny światowej pozostały po pałacu tylko mury i wspaniały fronton świadczący o dawnej przeszłości. Zachowały się natomiast z pałacowego kompleksu barokowe oficyny, stajnie, spichrz, kuźnia, pawilon ogrodowy zwany "Herbaciarnią" oraz park, którym nadano status zabytku. Zachowane fragmenty, umożliwiają pełna odbudowę pałacu, który był jedną z najbardziej okazałych rezydencji na Powiślu, Warmii i Mazurach. Istnieją także dokumenty rewaloryzacji zespołu zieleni otaczającej park. Jako zabytek wysokiej klasy artystycznej mógłby z cała pewnością zostać włączony w nurt współczesnego życia. Tym bardziej, że w pobliżu, nad Jeziorem Jeziorak, rozwija się wielki kompleks rekreacyjny.
Warto w naszych wędrówkach zatrzymać się na chwilę w Kamieńcu, by jak Marian Brandys, autor interesującej książki "Kłopoty z Panią Walewską" poddać się magii otaczającej historyczne mury i pomyśleć o młodej kobiecie, która pewnej kwietniowej nocy 1807 roku przyjechała tutaj do kwatery głównej Napoleona. Należy wtedy zamknąć oczy i wyobrazić sobie, że przed niespełna dwoma wiekami, wypalone i puste obecnie wnętrza tych murów mieściły wspaniałe komnaty po których chadzał dumny cesarz i jego marszałkowie, brzmiały tu odgłosy komend wydawanych do dziesiątków tysięcy francuskich i polskich żołnierzy. Może ci, którzy pozostaną tu jeszcze po zapadnięciu zmroku, usłyszą dalekie w czasie odgłosy biwakujących gwardzistów napoleońskich a wśród tych głosów cichy szept kochanków: " I' aime" - kocham.

Przygotował: Kazimierz Skrodzki

  • Dział: Dobrzyki
  • Oceń ten artykuł
    (2 głosów)
  • Czytany: 732 razy
Czytaj dalej...

Wielka wojna 1410r.

 

Wiadomość o klęsce grunwaldzkiej (15 VII 1410r.) szybko dotarła do mieszkańców Ziemi Zalewskiej oraz osłabionych załóg krzyżackich na zamkach w Przezmarku i Dzierzgoniu. Po stronie Zakonu walczyli pod Grunwaldem również mieszkańcy komturii dzierzgońskiej, a sporo z nich poległo w bitwie. Sukces wojsk Jagiełły spowodował wielki wstrząs dla poddanych państwa krzyżackiego. Ale nie oznaczało to jeszcze całkowitej przegranej Zakonu. W czasie bitwy prawdopodobnie komtur świecki Henryk v. Plauen ze wzz1wszystkimi lub z większością swych dość znacznych sił, przebywał gdzieś pomiędzy Sztumem a Morągiem, zapewne na Ziemi Zalewskiej. Siły te złożone z oddziałów z Pomorza Gdańskiego, miały stanowić rezerwę obronną Malborka od strony południowo-wschodniej. Oparciem ich mógł być zamek przezmarcki, leżący niemal w połowie drogi między Malborkiem a Morągiem oraz Malborkiem i Grunwaldem. Tym właśnie można było wytłumaczyć przybycie już w piątek 18 lipca do Malborka oddziałów v. Plauena. Zapewne 16 lipca stały one jakieś 40-60km od Malborka na prawym brzegu Wisły i poczęły się cofać natychmiast po stwierdzeniu klęski armii Zakonu. Właśnie 15/16 lipca Jagiełło obawiał się jakichś oddziałów krzyżackich, o których zapewne miał wiadomości, że kazał czuwać.

 

Wojska polsko-litewskie opuściły tereny pobojowiska grunwaldzkiego 17 lipca maszerując w stronę stolicy państwa zakonnego Malborka oddalonego w linii prostej o 93km. Jednak dowództwo polsko-litewskie straciło inicjatywę. Królewska armia, która podczas marszu pod Grunwald potrafiła pokonać kilkadziesiąt kilometrów dziennie, pod mury Malborka zmierzała bardzo powoli. Nadmierna przezorność zaczyna być czynnikiem rozstrzygającym. Ta przezorność sprawia, że Jagielle odradzono rzucenie części jazdy pod Malbork jeszcze 16 lipca i że armia polsko-litewska szła po bitwie na Malbork nie drogą bliższą przez Ostródę-Zalewo-Dzierzgoń (około 97km), ale znacznie dalszą, gdyż przez Olsztynek-Morąg-Dzierzgoń (127km w linii prostej). Przedłużało to drogę o 30km, czyli co najmniej o 1 dzień marszu. Decyzja ta mogła być spowodowana przesadnym trzymaniem się przez dowództwo polskiego planu przyjętego jeszcze przed bitwą, zakładającego obejścia źródeł Drwęcy. Może też celowo zboczono w kierunku posiadłości biskupa warmińskiego, aby zachęcić go do szybszego złożenia królowi polskiemu hołdu.

Armia Jagiełły wkracza na Ziemię Zalewską

W pierwszym dniu marszu, to jest 17 lipca armia polsko-litewska zajęła bez trudu Olsztynek. W piątek 18 lipca armia królewska maszerowała w kierunku Morąga. Szlachcic pruski Mikołaj z Durąga na własną rękę udał się do Ostródy i jak pisze Długosz: „ubiegł zamek tamtejszy, wygnał braci, zabrał im wszystko i trzymał... zamek i miasto dla króla polskiego”. Nocleg armii królewskiej wypadł prawdopodobnie tego dnia na wschód od jez. Szeląg, milę przed Morągiem. Następnego dnia wojska polsko-litewskie przybyły do „zamku i miasteczka Morąga, które lubo... wielce było warowne, wszelako bez zwłoki poddało się królowi”. Jagiełło powierzył zamek wraz z miastem Jędrzejowi z Brochocic.Oddziały polsko-litewskie szły nie jedną długą kolumną lecz szerokim wachlarzem, toteż zajmowały i dalej położone miejscowości. Armia ta musiała iść wszystkimi możliwymi drogami a zapewne również gdzie się dało, polami i łąkami na przełaj. Nie mogła posuwać się ona jedną drogą, ponieważ takie ustawienie wraz z taborami spowodowałoby utworzenie kolumny długości około 100km. Tego dnia opanowano również Nidzicę, Lubawę, Nowe Miasto i Bratian.
W niedzielę 20 lipca część wojsk podążyło spod Morąga drogą na Pasłęk, przez Chojnik w kierunku wsi Sambród. Z drogi pod wsią Sambród wezwał król miasto Elbląg, żeby się poddało i złożyło przysięgę wierności. Pozostały siły pociągnęły na zachód w kierunku Zalewa. Tego dnia król stanął na nocleg „powyżej wsi i jeziora Czołpie w pobliżu zamku Preussmarkt” (chodzi tu o wieś Czulpę – niem. Zölp, położoną półtora km, na wschód od przesmyku między jeziorami Sambród i Ruda Woda, koło Małdyty). Wynikało by z tego, że orszak królewski odłączył się od sił omijających z północy jez. Sambród i skierował się wzdłuż wschodniego brzegu tego jeziora, na południe w kierunku osady młyńskiej Czulpa, położonej na skrzyżowaniu dróg Pasłęk-Ostróda i Morąg-Zalewo-Dierzgoń (5km w linii prostej). Należy zaznaczyć, że położenie wsi i jez. Czołpie (chodziło zapewne o jezioro w pobliżu którego leżał młyn, gdyż zbiornika wodnego o takiej nazwie w okolicy nie ma) podane przez Długosza „w pobliżu zamku Preussmarkt” nie musiało być równoznaczne z geograficzną bliskością obu tych miejscowości, aczkolwiek odległość w linii prostej pomiędzy tymi dwoma punktami wynosi 17km. Otóż dzieło Długosza powstało kilkadziesiąt lat po opisywanych wydarzeniach. Najwłaściwsze było więc dla autora skojarzenie miejsca noclegu króla z ważnym wówczas ośrodkiem administracji krzyżackiej, z którym związana będzie dość tajemnicza historia objęcia pełnego skarbów zamku Przezmark (takie było wówczas mniemanie) przez starostę Mroczka.
Marsz na Malbork przez Sambród, wśród łąk i pół umożliwiał przemieszczenie większej ilości wojsk niż bezpośrednią drogą, częściowo śródleśną, z Morąga do Czulpy (tu znajdowało się wąskie gardło między jeziorami Sambród i Ruda Woda). Również większe możliwości przemarszu dużej liczby ludzi z taborami dalej w kierunku zachodnim, możliwe było z Sambrodu niż Czulpy. Jak już wspomniano, armia polsko-litewska maszerowała wszystkimi możliwymi drogami, część wojsk podążała więc w kierunku Dzierzgonia omijając jez. Sambród od północy a część od południa przez wąskie przejście w zabagnionym przesmyku pomiędzy jeziorami. O ile Jagiełło rozbił obóz pomiędzy jez. Sambród i Ruda Woda, musiał podążać dalej w kierunku Dzierzgonia przez Zalewo. Należy też uwzględnić fakt, że w owych czasach gościniec Morąg-Zalewo-Dzierzgoń był ważnym szlakiem komunikacyjnym w państwie zakonnym. Orszak królewski mógł wybrać tę drogę, najwygodniejszą i gwarantującą najszybszą możliwość przemieszczenia się dowództwa. Innej, bezpośredniej drogi z Morąga do Dzierzgonia, w ówczesnych czasach nie było. Dlatego też wielce prawdopodobne jest że, jeszcze przed nadejściem orszaku królewskiego, przemieściły się tędy, wysłane przez Jagiełło w charakterze straży przedniej, oddziały lekkozbrojne, w tym Tatarzy, które jako pierwsze dotarły do Malborka. W poniedziałek 21 lipca tereny Ziemi Zalewskiej znalazły się już bezpośrednio w zasięgu działań wojennych.
W trakcie lipcowego przemarszu armii polsko-litewskiej przez Ziemię Zalewską nie doszło do znaczniejszych spustoszeń czy szkód. Zalewo zastało oszczędzone, nie ma też dowodów na zniszczenia okolicznych wsi. Natomiast co było rzeczą naturalną w owym czasie, rabowano co tylko można było zabrać ze sobą. Po pierwsze jako łupy wojenne, a po drugie w celu zaopatrzenia ludzi i koni.
Mroczek z Łopuchowa starostą na Przezmarku
Opanowanie i powierzenie zamku Przezmark Mroczkowi z Łopuchowa tak opisuje Długosz: „...przybyło do króla [„powyżej wsi i jeziora Czołpie, w pobliżu zamku Preussmarkt”] wielu krzyżaków zostawionych do obrony rzeczonego zamku Prussmorga, którzy z pokorą oddawszy cześć królowi, poddali zamek jego władzy. Król puścił go zaraz w dzierżawę Mroczkowi z Łopuchowa, rycerzowi wielkopolskiemu, herbu Łaski. Ale ponieważ wieść niosła, że w tym zamku przechowywano wielkie skarby i klejnoty, król dla wprowadzenia Mroczka do zamku i spisania wszystkich w nim znajdujących się bogactw posłał wraz do Prusmorga Jana Sochę pisarza swego, herbu Nałęcz. Ten gdy po wprowadzeniu rzeczonego Mroczka i spisaniu rzeczy powracał, w drodze, czy to od swoich czy od nieprzyjaciół, z całą drużyną zamordowany został. Padały wielkie podejrzenia na pomienionego rycerza Mroczka, że on to morderstwo nastroił, ażeby król ze spisów Sochy nie dowiedział się, jakie w zamku Prusmorskim były skarby i dostatki. Kiedy potem król oblegał Marienburg [Malbork], bracia i krewni zabitego Jana Sochy wynieśli przeciw Mroczkowi skargę o zabójstwo; złożono sąd w tej sprawie, ale Mroczek przysięgą rycerską uwolnił się od zarzutu."
Stanisław Kuczyński, autor monografii tej wojny, tak podsumował postawę załogi zamku przezmarckiego: „W sercach braci krzyżackich musiał gościć istotnie ogromny lek, skoro nie próbowali nawet bronić zamku Przezmark i zawartych w nim bogactw”.Poddanie bez walki Przezmarka a następnego dnia i Dzierzgonia było niedobrym przykładem dla innych załóg, co zostało podkreślone później przez niemiecką historiografię.
Jakie zatem mogły znajdować się bogactwa na zamku, będącym siedzibą jednego z pięciu komornictw w komturstwie dzierzgońskim? Częściową odpowiedź na to pytanie może dać sprawozdanie z wizytacji zamku, które miało miejsce 30 marca 1410 roku, a więc niecałe trzy miesiące przed jego objęciem przez Mroczka. Mianowicie zanotowano wówczas w piwnicach zamkowych, między innymi 12 beczek krajowego wina, 3 beczki gdańskiego piwa, 10 ton elbląskiego piwa, 8 ton miodu, cynowe i srebrne naczynia stołowe, duży srebrny puchar, 2 małe srebrne puchary, 1 srebrną beczułką przypraw i 16 srebrnych misek. W kaplicy zamkowej natomiast zinwentaryzowano: księgę mszalną, też księgę mszalną podróżną, 2 ornaty, 2 kielichy, parę srebrnych flaszek, srebrną puszkę na hostie, 2 cynowe latarnie, 2 zasłony i 4 sukna na ołtarz. Nie były to więc jakieś ogromne skarby, których spodziewali się Polacy. Ale możliwe było też zmagazynowanie i zdeponowania w piwnicach zamkowych zapasów, bezpośrednio przed wybuchem wojny. Wszakże obie strony intensywnie przygotowywały się do tej kampanii, a zmagazynowanie odpowiedniej ilości prowiantu i narzędzi walki było koniecznością. Również z racji położenia warowni przezmarckiej, w ramach zabezpieczenia części kosztowności zakonnych na czas konfliktu, mogły tu być umieszczone klejnoty zakonne.
Napad i morderstwo Jana Sochy i jego drużyny mogło mieć miejsce w dniach 22-25 lipca. Inwentaryzacja majątku w zamczysku musiała odbyć się niezwłocznie po jego objęciu przez Mroczka. Nie mogła trwać dłużej niż dzień, co najwyżej dwa. Nie było na to czasu, a zapewne też i konieczności dłuższej pracy. Sytuacja wojenna obligowała do pośpiechu. Wielce prawdopodobne jest, że powyższy napad miał miejsce niedaleko Przezmarka. Powracający w szeregi orszaku królewskiego Socha, po wykonaniu zadania, skierował się zapewne na stary krzyżacki szlak kurierski z Przezmarka przez Dzierzgoń na Malbork, do którego podążały wojska polsko-litewskie (król opuścił Dzierzgoń 24 lipca). Ogólna sytuacja sprzyjała po temu, aby bez świadków pozbyć się wysłanników królewskich. Jednocześnie szybko, w ciągu paru nocnych godzin, można było powrócić konno z powrotem do zamku.

wzz2

 

 wzz3

 Najstarszy zachowany widok zamku w Przezmarku (według rysunku z lat 1626-1627 w Dzienniku A. Boot’a)

Podejrzenie Mroczka o podstępne zamordowanie Sochy mogło być uzasadnione biorąc pod uwagę jego późniejsze zachowanie. Jego osoba pojawia się na stronach kroniki Długosza pod rokiem 1412 i to nie w najlepszym kontekście. Król Jagiełło usunął wtedy przemocą z biskupstwa krakowskiego niespełna rozumu i podobno obłąkanego biskupa Piotra Wysza, złączonego właśnie z nim w pokrewieństwie. Jagiełło, za zezwoleniem papieskim przeniósł go na biskupstwo poznańskie a stamtąd biskup Wojciech Jastrzębiec przeszedł na miejsce Wysza. Mroczek nie mogąc strawić zniewagi krewnego, zaczął szukać sposobnej pory by zabić Jastrzębca. Okazja taka miała się zdarzyć w związku z wyznaczonym zjazdem w Gnieźnie, na jesień Przesłania Ducha Św. na który miał też przybyć nowo powołany biskup krakowski. Długosz, zanotował, że: „rzeczony Mroczek postanowił i zaklął się przysięgą, że z pięciuset zbrojnymi ludźmi napadnie go w gospodzie i zamorduje. Gdy jednak Wojciech Jastrzębiec na ten zjazd nie przybył, zbrodnia zamierzona nie przyszła do skutku”.

 

Przygotował: Kazimierz Skodzki

http://buytadalafilonline20mg.com/

 

  • Dział: Dobrzyki
  • Oceń ten artykuł
    (2 głosów)
  • Czytany: 728 razy
Czytaj dalej...

Wilkierz Zalewa z 1560 r Wyróżniony

Saalfeld

Życie w miastach w czasach historycznych regulowały często wewnętrzne przepisy nazywane wilkierzami. Nie był to jednak jakiś ujednolicony schemat prawny narzucony miastom z zewnątrz przez panującego księcia lub króla. Wręcz przeciwnie, to rady miejskie poszczególnych miast same je dla siebie układały, aby odpowiadały lokalnym potrzebom mieszkańców. Kś. Kujot tak charakteryzuje ten dokument prawny: Rzeczownik Wilkühr (uchwała ludu) oznacza w niemieckim prawie zbiór takich ustaw, które ludność pewnej okolicy bez współdziałania rządu sama dla siebie wydała. Po sporządzeniu wilkierza był on ratyfikowany przez panującego, który czasami coś sam dopisywał. Do naszych czasów zachował się tekst wilkierza Zalewa z 1560 r . Ciekawostką jest fakt, że oryginał wilkierza zalewskiego znajdował się w archiwum miejskim Zalewa i był tam przechowywany w teczce razem z innymi archiwaliami  obecnie uchodzi za zaginiony.  Z opisu z 1872 r. wiemy jednak, że była to pojedyncza, wielka karta pergaminowa o wymiarach 63 cm x 63 cm. Tekst został wykonany pismem pochyłem w urzędowym języku niemieckim typowym dla XV i XVI wieku, co często widzimy na innych dokumentach księcia Albrechta, a jedyną interpunkcję stanowiły małe kreski między kolejnymi słowami. W prawym dolnym rogu  wilkierza znajdował się podpis  księcia Albrechta z łacińską  adnotacją: Qui supra, manu propia subscripsit -  Albrecht, który własnoręcznie podpisał ten dokument. Pieczęć przywieszona  do wilkierza zaginęła. Wilkierz Zalewa z 1560 r. stanowi cenne źródło wiadomości o życiu w mieście sprzed prawie 500 lat, dlatego warto poznać go w całości.  Brzmi on w wolnym tłumaczeniu następująco:

Czytaj dalej...

Krótki zarys dziejów Zalewa

KRÓTKI ZARYS DZIEJÓW ZALEWA

●Zalewo powstało na przełomie XIII i XIV wieku przy szlaku handlowym a zarazem w miejscu doskonałym do obrony – między jeziorami Ewingi i Trupen. Założone zostało przez osadników zwerbowanych przez Krzyżaków. Najstarsze nazwy miasta: m. in. Salvelt, Safeldt, Saalfeld wskazują na miejsce pochodzenia osadników – miasto Saalfeld nad rzeką Saale w Turyngii (koloniści często nadawali założonym przez siebie miastom nazwy pochodzące z ich ojczyzny). W 1305 r. Zalewo otrzymało nadanie praw miejskich od komtura dzierzgońskiego. Do naszych czasów zachowały się tylko rozszerzenia przywilejów lokacyjnych z 1320 i 1334 r. W latach 1331-1334 mieszczanie zalewscy za zgodą komtura dzierzgońskiego wykopali kanał łączący Zalewo poprzez jezioro Ewingi, Jeziorak i Drwęcę z Pomorzem.

W I połowie XIV w. wzniesiono obecny kościół parafialny pw. św. Jana Ewangelisty. Święty ten został patronem miasta. W centrum kwadratowego rynku usytuowany był ratusz. Na początku XV w. miasto o powierzchni ok. 8 ha otoczono murami obronnymi. W 1480 r. wzniesiono klasztor Franciszkanów - istniał do 1527 r. W 1587 r. założono w Zalewie szkolę partykularną, z nadanym w 1599 r. tytułem szkoły książęcej, jej ukończenie dawało prawo kontynuowania nauki na uniwersytetach.

●Wielokrotnie przeciągające w XIV i XV wieku wojska litewskie i polskie pustoszyły państwo krzyżackie. Następstwem długotrwałych wojen było zniszczenie i wyludnienie kraju, wtedy zaczęli przybywać nowi osadnicy, a wśród nich szlachta z Mazowsza i Niemiec. W wyniku wojny trzynastoletniej w 1466 r. ziemie zakonu krzyżackiego podzielono na część zachodnią z Gdańskiem, były to włączone do Polski Prusy Królewskie  i część wschodnią, nadal we władaniu państwa zakonnego, zwaną po sekularyzacji Prusami Książęcymi, które do 1657 r. były lennem Polski. Zalewo leżało w krzyżackiej części. W 1525 r. książę pruski Albrecht Hohenzollern w ramach sekularyzacji Prus Książęcych przekształcił krzyżackie komturstwa w starostwa (powiaty). Księstwo podzielono na trzy duże okręgi: Sambię, Natangię i Oberland (Górne Prusy). Zalewo do 1752 r. było stolicą okręgu oberlandzkiego obejmującego 12 powiatów. Protestantyzm stał się religią panującą, a Zalewo w latach 1587 – 1751 było siedzibą konsystorza dla Pomezanii (w protestantyzmie - odpowiednik kurii biskupiej), a więc odgrywało dużą rolę w ewangelickiej administracji kościelnej. Ze względu na sporą ilość Polaków mieszkających w tym czasie w Zalewie zdecydowano o dobudowaniu do  kościoła  dwupiętrowej przybudówki:  kościoła polskiego, w którym pastorzy odprawiali msze po polsku. Kościół ten istniał w latach 1559 – 1799.
●Przez kolejne dziesięciolecia  mieszkańcom Prus dały się we znaki maszerujące wojska: najpierw polskie, potem szwedzkie. W 1628 r. Szwedzi nękani przez wojska polskie musieli się wycofać. Zajęli m. in. Zalewo, Ostródę, Iławę, a na mieszkańców spadł olbrzymi ciężar utrzymania wojsk.
●Drewniane miasteczka w tamtych czasach często nawiedzały pożary. Po domach pozostawały wtedy zgliszcza, szansę na uratowanie miały tylko murowane budowle. W dniu 1 kwietnia 1688 r. w ciągu jednej godziny w ogniu stanęło Zalewo. Spłonął ratusz z archiwum, browar, łaźnia, 84 domy, 6 stodół i cegielnia. Mieszkańcy Zalewa uratowali przed pożogą kościół, plebanię, siedzibę konsystorza pomezańskiego, dwa budynki szkolne i 28 domów.

●Panujący w Prusach Książęcych książę Fryderyk I koronował się w 1701 r. w Królewcu i odtąd mówimy o Królestwie Pruskim. W latach 1708 – 1711 d. Prusy Książęce  opanowała epidemia  dżumy, która pochłonęła ok. 235 800 ofiar, ponad 1/3 mieszkańców. W Zalewie 702 osoby zmarły, pozostało przy życiu zaledwie 7 mieszkańców. 
●W następnych latach stopniowo do wyludnionych miast i wymarłych wsi zaczęli przybywać nowi osadnicy. Królowi Fryderykowi Wilhelmowi I pilnie zależało na zaludnieniu opustoszałych ziem, ponieważ chciał zbudować militarną potęgę swojego państwa. Powiększała się liczba ludności w miastach, np. Zalewo w 1726 r. liczyło 199 mieszkańców, a w 1756 r.-  już 969. Z czasem ziemie pruskie stały się krainą zamieszkałą przez różne grupy religijne i narodowościowe. Polacy, Niemcy, Holendrzy, Francuzi, Szkoci, Litwini i Żydzi żyli, handlowali i solidarnie walczyli z przeciwnościami losu: uciążliwymi podatkami, wojnami i chorobami.
●W 1772 r. trzy mocarstwa: rosyjskie, pruskie i austriackie podpisały traktat rozbiorowy Polski, który Prusom przyznawał Warmię, Prusy Królewskie, ale bez Torunia i Gdańska oraz część ziem nadnoteckich. Państwo pruskie powiększyło się o 36 tys. km² i 580 tys. ludności. Odtąd cała wschodnia prowincja Królestwa Pruskiego nosiła nazwę Prus Wschodnich.

●Na przełomie 1806/7 r. Prusy Wschodnie zostały zaatakowane – tym razem przez cesarza Francuzów Napoleona. W sukurs wojskom napoleońskim pospieszyła dywizja gen. J. H. Dąbrowskiego. W czerwcu 1807 r. przeszła przez Ziemię Zalewską, kierując się na Morąg. Działania wojenne sprawiły, że znów dla mieszkańców miast i wsi nastały ciężkie czasy, głód i choroby. Sytuacja powtórzyła się po pięciu latach, gdy żołnierze francuscy i polscy powrócili na ziemie pruskie szykując się do wyprawy na Moskwę. Mieszkańcy Prus Wschodnich musieli dostarczać żywność dla ludzi i koni, znosić uciążliwe rekwizycje ponieważ król pruski był teraz sojusznikiem Napoleona. W grudniu i styczniu 1813 r. byli z kolei świadkami żałosnego odwrotu niedobitków przegranej armii napoleońskiej.

●Po wojnach napoleońskich na ziemi pruskiej nastąpiło ożywienie gospodarki i handlu, wprowadzono reformy gospodarcze i sądownicze. Wybudowano w 1860 r. Kanał Elbląski  łączący Jeziorak i jez. Drwęckie z Elblągiem. Miasta się rozwijały, a wśród nich też Zalewo: w 1852 r. liczyło   2148 mieszkańców, a w 1910 r. – 2603. Powstało wiele nowych zakładów: cukrownie, browary, tartaki, garbarnie, cegielnie. Przeprowadzono nowe szlaki kolejowe i drogowe. Między innymi zbudowano w 1893 r. linię kolejową łączącą Elbląg z Zalewem, Ostródą i Olsztynkiem oraz wytyczono i zbudowano nowe drogi: z Zalewa przez Małdyty do Morąga ( 1854-1859 r.), do Myślic (1862-1865 r.), do Dobrzyk   (1896 – 1897 r.) i dalej do Jerzwałdu (1898 r.), do Przezmarku i Dzierzgonia (1901 - 1903 r.), do Boreczna (1904 r.).

●Okres względnego spokoju bez wojen trwał ponad 100 lat, I wojna światowa dla Prus rozpoczęła się w sierpniu 1914 r., trwała do końca lutego 1915 r. Ciężkie boje z Rosjanami  toczyły się w pow. ełckim, Giżycku. Rosjanie zajęli Bartoszyce, później Olsztyn. Decydująca wielka bitwa, wygrana przez Niemców, rozegrała się między Działdowem a Olsztynkiem. 
●Latem 1939 r., w ramach przygotowań Niemiec do wojny, zmobilizowano pod broń m.in. 320 tys. mężczyzn – mieszkańców Prus Wschodnich. Gdy na Prusach, podobnie jak w pozostałej Rzeszy, zaczęło brakować rąk do pracy – część fabryk przerwała produkcję, część produkowała tylko na potrzeby wojenne. Zatrudniono robotników przymusowych z Polski, Francji, po 1941 r. ze Związku Radzieckiego – w końcu 1944 r. było ich ponad 235 tys.

●Dnia 13 i 14 stycznia 1945 r. 3 i 4 Front Białoruski rozpoczął kontrofensywną operację  wschodniopruską. 19 stycznia oddziały rosyjskie wkroczyły do Prus Wschodnich. Miejscowa ludność opuszczała w pośpiechu swoje domostwa. Dnia 22 stycznia zajęty został Olsztyn, w tydzień później podpalony. W dniu 22 stycznia radzieckie jednostki pancerne (5 czołgów) wkroczyły do Zalewa z kierunku Półwsi i Małdyt po zamarzniętych polach. Atak odbywał się wieczorem, miasteczko opanowane zostało po krótkim boju. Czołgi szybko przejechały przez miasto i zajęły dworzec kolejowy oraz zablokowały drogi wylotowe z miasta.

Na przełomie stycznia i lutego Rosjanie systematycznie podkładali ogień, przede wszystkim w gęstej zabudowie starówki zalewskiej. W czasie działań wojennych Zalewo zostało ogromnie zniszczone: straty sięgały 75% stanu przedwojennego.

●Prusy Wschodnie na konferencji  poczdamskiej w lecie 1945 r. zostały podzielone na część wschodnią z Królewcem, włączoną do ZSRR i pozostałą część, południowo - zachodnią  włączoną do Polski. Nim polska administracja przejęła władzę na Warmii i Mazurach, zajętym terenem rządziły wojskowe komendantury sowieckie – oficjalnie do maja 1945 r., praktycznie do lata. Rosjanie deportowali kilkadziesiąt tysięcy  rdzennych mieszkańców Prus do obozów w Związku Radzieckim, wywozili mienie, urządzenia fabryczne, rozbierali linie kolejowe, zabierali inwentarz i płody rolne.

●Datę 30.03.1945 r. można uważać za początek oficjalnych działań władz polskich na tym terenie: do Olsztyna został oddelegowany pełnomocnik polskiego rządu. Rozpoczęły pracę starostwa powiatowe, w tym morąskie, tworzyła się administracja kościelna. Zaczęli przybywać pierwsi osadnicy, ale też przyjeżdżali z różnych stron szabrownicy. Napływali przybysze z kresów, z Polski Centralnej i innych jej regionów, repatrianci z Wilna, Grodna i Lwowa, wracała ludność rodzima z wojennej tułaczki. Równolegle organizowano wyjazdy Niemców: od lata 1946 r. do 1950 r. z terenu byłych Prus Wschodnich wyjechało do Niemiec 72 tys. osób.

●Zalewo ze względu na wyludnienie (zaledwie 500 stałych mieszkańców) i zniszczenia - straciło pod koniec 1945 r. status miasta i spadło do rzędu wsi gminnej. Pierwsi powojenni mieszkańcy Zalewa musieli przede wszystkim odgruzować ulice, uporządkować teren, brak było środków finansowych na remonty nadpalonych kamienic – w większości zostały rozebrane. Pierwszym wójtem Zalewa był M. Goyżewski. Wg jego słów - zastał tylko 2 konie, kilka krów i same gruzy. Powoli wracało życie do Zalewa wraz  małymi uczniami, którzy od września 1946 r. rozpoczęli naukę w remontowanej starej szkole pod kierownictwem A. Skrodzkiego. Było  124 uczniów, nauczycieli – 4. W 1946 r. powstało w Zalewie Państwowe Przedsiębiorstwo Traktorów i Maszyn Rolniczych, w 1948 r. rozpoczęła działalność zalewska garbarnia na podwalinach zakładu przedwojennego, powstała gminna spółdzielnia zaopatrująca mieszkańców w potrzebne artykuły, w 1951 r. utworzono Państwowy Ośrodek Maszynowy. Zorganizowano pracę urzędu pocztowego, ośrodka zdrowia, banku, biblioteki. W 1969 r. położono asfalt na głównej ulicy Zalewa, w 1975r. zbudowano przedszkole, w 1979 założono linię wodociągową, w 1984 r. powstaje Gminny Ośrodek Kultury.
●Z upływem lat mieszkańców przybywało, zwabionych perspektywą pracy, zamieszkania w stale rozwijającej się miejscowości dobrze wyposażonej w niezbędną infrastrukturę. Dnia 1 stycznia 1987 r. Zalewo odzyskało prawa miejskie. Wg ówczesnych doniesień prasowych  -  „...Zalewo posiada 5 budynków PGR, 1 spółdzielczy i  dom nauczycielski. Rozwija się budownictwo jednorodzinne. W planie jest budowa stadionu miejskiego. Zalewo ma swoje centrum handlowe: jest hotel, restauracja i kilka sklepów. Prężnie rozwija się garbarnia – filia elbląskiej „Renomy”: pracuje w niej ponad 400 osób, jest zakładem z nowoczesnym parkiem maszynowym. Filia Spółdzielni ,,Metalowiec” to z kolei zakład niewielki, produkujący przede wszystkim wagi dziesiętne (...) Pięknie wyremontowany GOK posiada ładną scenę, dużą salę widowiskową. Będzie sala wystawowa, działają zespoły taneczne, muzyczny i folklorystyczny...”

●Mijają lata, w 2000r. rozpoczyna się kolejne tysiąclecie....mieszkańcy Zalewa żyją w odmiennej, nowej, znów niełatwej rzeczywistości. Lecz, podobnie jak ich poprzednicy sprzed 700 czy 100 lat, niezłomnie borykają się z przeciwnościami losu. Każdy tworzy teraz swój wkład do historii miasta, co z tego przetrwa dla potomnych,  przyszłość pokaże.

Opracowała Krystyna Kacprzak z Towarzystwa Miłośników Ziemi Zalewskiej na podstawie:

1.     S. Achremczyk – Historia Warmii i Mazur, Olsztyn 1992
2.     pr. Zbiorowa – Morąg z dziejów miasta i powiatu, Olsztyn 1973

3.     K. L. Skrodzki i in. -  Dzieje Ziemi Zalewskiej 1305 – 2005, Zalewo 2005
4.     R. Czarniewski – Jest Zalewo ( Gazeta Olsztyńska 1987 )
5.     Zapiski Zalewskie – biuletyn Towarzystwa Miłośników Ziemi Zalewskiej

(zamieszczono dzięki uprzejmości TMZZ)

Czytaj dalej...

W zalewskiej szkole straszy

Historię tę opowiedział mi kilka miesięcy przed śmiercią ojciec, Aleksander Skrodzki, nauczyciel, kierownik i dyrektor Szkoły Podstawowej w Zalewie w latach 1946-1971. Dotyczy ona zdarzeń, które miały miejsce w pierwszych powojennych latach, po II wojnie światowej, w budynku zalewskiej szkoły. W obszernym gmachu szkolnym, ocalałym z pożarów wzniecanych przez Rosjan w miasteczku, po wyprowadzeniu się załogi rosyjskiej wiosną 1945r., znaleźli zakwaterowanie nauczyciele. Jedna z młodych nauczycielek zamieszkała w pomieszczeniu na parterze, naprzeciwko toalet. Okno jej pokoju wychodziło na porośnięte roślinnością wzgórze kościelne. Nie czuła się tu jednak bezpiecznie. Budziła się po nocach i wówczas ukazywało się jej niesamowite widmo. Opowiadała potem o pojawiającej się tajemniczej postaci, ale nikt nie dawał wiary jej opowieściom.
budynek szkoły zalewskiej Szkoła w Zalewie. Jedna z nielicznych zachowanych budowli autorstwa Kurta Fricka (1884-1963), jednego z najwybitniejszych wschodniopruskich architektów okresu międzywojennego. Był on także autorem wielu innych budowli szkolnych, między innymi: w Braniewie, Lidzbarku Warmińskim, Morągu i Tylży. Szkołę wybudowano w rekordowym czasie 18 miesięcy i w listopadzie 1928r. nastąpiło jej uroczyste otwarcie. Była to wówczas jedna z najnowocześniejszych szkół w prowincji. Budynek szkoły zalewskiej należy do interesujących architektonicznie obiektów budownictwa okresu międzywojennego w Prusach Wschodnich (fot. Jarosław Błażowski).
W szkole, w pierwszym okresie pobytu w Zalewie (od lipca 1946r.) zamieszkał również ojciec. Pewnej nocy coś go nagle obudziło. Spojrzał w stronę drzwi wejściowych do sali i ujrzał na ich tle postać korpulentnej kobiety. Ze strachu schował natychmiast głowę pod pierzynę i tak w trwodze dotrwał do rana. Zjawa nie objawiła się mu już więcej. Wkrótce wyprowadził się zresztą stamtąd. Nauczyciele zamieszkiwali w budynku szkoły jeszcze w latach sześćdziesiątych. Nie wiadomo, czy również im przytrafiły się podobne jak opisane powyżej niesamowite zdarzenia. Może te przytoczone wcześniej historie miały związek z tragicznymi sytuacjami jakie występowały w trakcie zajmowania i administrowania wschodniopruskich miejscowości przez oddziały Armii Radzieckiej w 1945r.? Nie można bowiem wykluczyć zamordowania osób cywilnych, również na terenie budynku szkoły, przez żołnierzy oddziałów frontowych czy z kwaterującej wówczas zimą w tym budynku załogi komendantury wojennej. Może zatem duchy tych osób dały o sobie znać?
Przypominają mi się jeszcze w związku z tym, z czasów dzieciństwa, dwie historie, związane z budynkiem szkolnym i dramatycznymi wydarzeniami stycznia 1945r. Brunatna plama na posadzce schodów prowadzących z parteru na pierwsze piętro, zawsze ciemniała gdy nadchodził atmosferyczny niż i opady deszczu. W miejscu tym, prawdopodobnie kogoś zamordowano i potem długo ciekła krew z martwego ciała. W sali lekcyjnej, na drugim piętrze, na drewnianej podłodze, można było zobaczyć ślady pleśni. Podobno wisiał w tym miejscu przez długi czas wisielec-samobójca, zanim nie uprzątnięto jego ciała. Miejsce to zostało wybrane przez desperata nie przypadkiem - ostatnia duża sala na najwyższym piętrze, zamykająca już możliwość dalszej ucieczki, z widokiem na południe, z którego to kierunku nadeszły wojska radzieckie. Dla większości Niemców, fanatycznych do ostatka i oszołomionych propagandą goebbelsowską i obietnicami świetnego zwycięstwa, nagła konieczność spojrzenia prawdzie w oczy była olbrzymim wstrząsem. Takie też zapewne mogły być przyczyny tej śmierci, jednej z 10 osób, które wówczas, w styczniu 1945r., w trakcie zajmowania miasta przez Armię Radziecką, odebrały sobie życie.
Monumentalny budynek w centrum miasteczka, liczący już prawie 80 lat, może kryć jeszcze wiele innych intrygujących tajemnic...

Autor: Kazimierz Skodzki 26.08.2003

Czytaj dalej...

Legendy Ziemi Zalewskiej Wyróżniony

Wielki skarb w Przezmarku I
Odkąd zamek przezmarcki został zburzony, zaczęło tam straszyć. Od czasu do czasu, straszy tam zresztą i dziś. Pewnego razu, dzieci szukające agrestu, przechodziły koło ruin zamku. Właśnie wtedy, wybiegło psisko, prosto z wnętrz zamkowych piwnic. Na jego szyi, na czerwonej obręczy, wisiał dzwonek. Gdy dzieci stały jeszcze zdziwione, nadjechał wóz na którym siedział woźnica bez głowy. Jedno z nich, młodzieniec, chciał schwytać psa, lecz ten zdążył umknąć z powrotem do piwnic. Podążył tam też ów młodzieniec. W piwnicach natknął się na człowieka zarządzającego żółtym piaskiem, który zaproponował mu aby wziął z sobą trochę piasku. „Co ja z nim zrobię?” - zapytał młodzieniec. Napełnił jednak dłoń piaskiem. Gdy powrócił do domu i obejrzał przyniesiony piasek, stwierdził, że to co trzymał w ręku było szczerym złotem. Miałby więcej złotego kruszcu, gdyby posłuchał rady tajemniczej postaci. Niestety, nie zdołano już potem odnaleźć wielkich skarbów w piwnicach zamkowych.

Wielki skarb w Przezmarku II
W Przezmarku spoczywa wielki skarb, lecz jak do niego znaleźć drogę? Pewnego razu, ubogiemu wieśniakowi urodziło się dziecko. I wtedy właśnie ktoś zapukał do drzwi jego chaty. W progu stało troje nieznajomych ludzi. Poprosili gospodarza aby wskazał im drogę. „Dobrze dokąd?”, zapytał wieśniak. Chcieli dostać się do zamku. Ale ludzie w izbie byli tak przestraszeni, że nie udzielili żadnej odpowiedzi. Przybysze odeszli zasmuceni. Później mówiono: „Tych troje ludzi musiało należeć do dawnych panów zamku. Gdyby gospodarz spełnił życzenie nieznajomych, ci wskazaliby mu wielki skarb”. Tym razem, znowu utracono okazję dotarcia do skarbu.

Szwedzi w Przezmarku
Jak daleko doszli Szwedzi! Ludzie opowiadali, że dotarli nawet do Przezmarku i długo oblegali tutejszy zamek. Gdy oblężeni spożyli już wszystkie zapasy tak, że została im tylko jedna świnia, wpadli na pewien pomysł. Zaczęli mianowicie miętosić tę ostatnią świnię, tak, że zaczęła ona aż kwiczeć. Gdy usłyszeli to Szwedzi, mówili: „Słuchajcie, słuchajcie! Zarznięto tam świnię”. Obrońcy zamku zebrali zaś słoninę i zaczęli ostrzeliwali nią Szwedów. Gdy ci to zobaczyli, mówili: „Gdyby nam zostało tyle słoniny, nie bylibyśmy tak wygłodzeni”. Wtedy też się oddalili. „Słyszałam, że stary Fryc mógł urządzić ten podstęp, gdyż był wprawny w wojaczce. Dzięki jego fortelowi wypędzono Szwedów z kraju”.

Autor: Kazimierz Skodzki 26.08.2003

Podsumowanie
Skarby przechowywane w piwnicach zamkowych były odnotowane już w inwentarzach krzyżackich z początków XIVw. Być może stały się one przyczyną zamordowania pisarza królewskiego Jana Sochy, wysłanego do Przezmarku przez Władysława Jagiełłę w 1410r., dla spisania wielkich skarbów i klejnotów, jakie miały się tam znajdować. A może legendy o zamkowych skarbach mają związek z zakończoną w 1571r. w Przezmarku, trwającą prawie pięć lat, pielgrzymką do Ziemi Świętej? O skarbach z okresu II wojny światowej spoczywających w przyzamkowych wodach jeziora, informuje Mapa skarbów ukrytych w Polsce, wydana w 2001r.

Czytaj dalej...

Boreczno (dawniej Schnellwalde) Wyróżniony

Wieś w Polsce położona w województwie warmińsko-mazurskim, w powiecie iławskim, w gminie Zalewo. W roku 1973 wieś Boreczno należała do powiatu morąskiego, gmina Zalewo, poczta Boreczno. Wieś położona nad północnym brzegiem jeziora Dauby. Wieś lokowana 11 lutego 1311 r. na prawie chełmińskim przez komtura dzierzgońskiego pod nazwą Sbelenwalt, na 60 włókach, z czterema latami wolnizny. Henryk - zasadźca i pierwszy sołtys - otrzymał w dokumencie lokacyjnym 10 włók wolnych od danin, prawo do sądownictwa niższego z jedną trzecią wpływów oraz pół morgi na założenie karczmy (czynsz wynosił jedna markę rocznie). Na utrzymanie planowanego kościoła w dokumencie lokacyjnym przeznaczono 4 włóki. Dziesięcina wynosić miała korzec żyta i owsa od każdej posiadanej włóki, danina natomiast ustalona została w wysokości trzech czwartych wiardunku (75 fenigów) i dwóch kur od włóki rocznie.

W czasie wielkiej wojny 1410 roku oraz wojny 13-letniej, wieś została spustoszona. W roku 1970 Wielki Mistrz Henryk von Richtenburg za pomoc w wojnie zapisał Hanuszowi Schöneichowi dość znaczne dobra, w skład których wchodziło również Boreczno. Nadanie to dało początek kluczowi dóbr tego rodu, władającego okolicznymi terenami przez następnych ok. 300 lat. W XVII wieku przedstawiciele tego rodu pod nazwiskiem Krasnodębscy służyli w Polsce. W początkach XV wieku zbudowano obecny kościół. Wzniesiono go z cegły i kamienia. Obiekt ten wielokrotnie naprawiany i przebudowywany jest obecnie najcenniejszym zabytkiem w miejscowości.

W XV wieku staje się wsią prywatną. Wówczas prawdopodobnie tworzy się folwark, a wieś przyjmuje charakter pańszczyźnianej. W wiekach XVII i XVIII odbywały się tu trzy targi i jarmarki rocznie. Już w połowie XVII wieku była tu szkoła. Z XVIII wieku pochodzą wzmianki o istnieniu dworu - siedziby lokalnej zarządcy dóbr oraz folwarku. Na przesteni dziejów wieś kilkarotnie niszczyły pożary, oraz pustoszyły zarazy.

 

Media

  • Dział: Historia
  • Oceń ten artykuł
    (7 głosów)
  • Czytany: 689 razy
Czytaj dalej...

Bądki (dawniej Bündtken)

Wieś w Polsce położona w województwie warmińsko-mazurskim, w powiecie iławskim, w gminie Zalewo. Wieś wzmiankowana w dokumentach z roku 1397, jako wieś pruska na 20 włokach. Pierwotna nazwa Bandyan najprawdopodobniej wywodzi się od imienia Prusa - Bundeka. W roku 1782 we wsi odnotowano 33 domów (dymów), natomiast w 1858 w 16 gospodarstwach domowych było 210 mieszkańców. W latach 1937-39 było 244 mieszkańców. W roku 1973 jako majątek Bądki należały do powiatu morąskiego.

Zachowane elementy układu: dwór, park, rozległe podwórze i domy mieszkalne pracowników majątku oraz zabudowania folwarczane. Już od końca XIV wieku powstały w Bądkach dobra rycerskie. W XVII wieku należały do Rekowskich. Natomiast fundatorami obecego załżenia dworsko-pałacowego była rodzina Stoppel. Kupiła ona majątek w 1860 roku. Rodzina Stoppel gospodarzyła na około 700 ha i dysponowała 2 folwarkami.

W połowie XIX w. Bądki zakupiła kupiecka rodzina Stoppel z Hamburga, której syn - Johann Martin, nabywca Bądek ożenił się z córką gdańskiego lekarza Anną Lievin, pochodząca z hugenockiej rodziny, wywodzącej się z północnej Francji (ze strony matki żona dziedzica była Szkotką). Ich potomkowie, aż do 1945r., gospodarzyli w tym majątku. Byli też oni też fundatorami obecnego założenia dworsko-pałacowego. Dwór wzniesiono w latach 1868 – 1870, według projektu pewnego młodego architekta, którego dziełem był też potem Kaiser-Friedrich-Gedächtniskirche w Berlinie. Zapewne chodzi tu o Johannesa Vollmera, którego dziełem był w/w kościół protestancki, zbudowany w latach 1893–1895. Budynek jego został zniszczony w czasie II wojny światowej. Vollmer (1845, † 1920) był wziętym za życia architektem i profesorem na Uniwersytecie Technicznym w Berlinie. Preferował on styl neo-romański i gotycki. Dziewietnastowieczne Niemcy, a w szczególności Prusy były terenem rozkwitu sztuki romantycznej. Zdominowała ją tematyka religijna, patriotyczna, w duchu legend średniowiecznych, pełna odkrytych treści i symboli. Dobra koniunktura ekonomiczna sprzyjała mecenatowi sztuki. Odnalazła ona swe spełnienie również w Prusach w postaci różnych neo-stylów, których najlepszym wyrazem był neogotyk. Wybitnym jego przykładem jest właśnie dwór w Bądkach, którego dekoracja nawiązującą do architektury zamków krzyżackich. Styl neogotycki najbardziej odzwierciedla „pruską duszę”. Poza tym sprawia wrażenie solidności, tradycji, gospodarności, odwagi rodem z pionierskich średniowiecznych czasów

 

Media

  • Dział: Historia
  • Oceń ten artykuł
    (4 głosów)
  • Czytany: 642 razy
Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS