plenfrderuesuk

Kamieniec – mazurska stolica Europy w 1807r. (część 1)

Finckenstein, Gesamtansicht 1925 - 1940 r. Finckenstein, Gesamtansicht 1925 - 1940 r.

Dzieje pałacu w Kamieńcu Suskim, leżącego przy trakcie Susz-Dzierzgoń, kilkanaście kilometrów od Zalewa, zbudowanego w pierwszej połowie XVIII wieku związane są nierozerwalnie z legendą napoleońską. Jest to obiekt, który zrządzeniem losów, wpisał się do naszej historii, chociaż w pamięci ludzkiej kojarzy się raczej z pewnym romantycznym wydarzeniem.
A wszystko zaczęło się pierwszego kwietnia 1807 roku. W tym to bowiem dniu, wraz z przyjazdem Napoleona do Kamieńca, miejsce to stało się centrum politycznym i ośrodkiem dyspozycyjnym władzy dla połowy ówczesnej Europy. W rezydencji junkra pruskiego, hrabiego Dohna, cesarz znalazł wygody, których pozbawione było pokrzyżackie zamczysko w Ostródzie, gdzie poprzednio zamieszkiwał. W pałacu w Finckenstein, bo tak nazywała się wtedy wieś i pod taką nazwą miejscowość ta przeszła do annałów historii, rozlokowała się kwatera główna, mieściły się także, przeniesione z Paryża, niektóre ministerstwa. Osoby "boga wojny" chroniła kwaterująca we wsi gwardia cesarska, w najbliższej zaś okolicy rozlokowane zostały na leżach poszczególne korpusy wojsk francuskich, które przy nieczynności armii rosyjskiej, wypoczywały sobie spokojnie.kam1W pałacu było rojno i gwarno, rozmowy rozbrzmiewały we wszystkich językach państw ujarzmionych przez Napoleona. W sali balowej podejmowano egzotyczne poselstwa, zaś wieczorami oglądano spektakle teatrów paryskich. Wiosną 1807 roku wytyczano tu przebieg granic francuskiej Europy, spierano się o stanowiska w nie istniejących jeszcze państwach, zawierano koniunkturalne sojusze i organizowano przebiegłe intrygi, zabiegano o protekcje i oczerniano się wzajemnie. Wiosenna pogoda zahamowała działania wojenne. Obie strony sposobiły się do letniej kampanii, która miała rozstrzygnąć losy tej wojny, zwanej "pierwszą wojną polską".
Burzliwy romans
Niezbyt zajęty cesarz, dla uprzyjemnienia sobie pobytu w Kamieńcu, sprowadził, gdzieś na przełomie kwietnia i maja, z zachowaniem jak największej dyskrecji, poznaną z początkiem tego roku w Warszawie, Marię Walewską. Tu właśnie, w odosobnieniu, burzliwy romans nabrał cech małżeńskiego związku. Kochankowie zajmowali trzy pokoje w północnym skrzydle gmachu z oknami wychodzącymi na piękny park w stylu francuskim. Sypialnia oraz przylegający do niej alkierz w którym mieszkała cesarska faworyta, zostały ściśle odizolowane od reszty pałacu."Przez cały- wspomina kamerdyner Constant - okazywała imperatorowi najwyższe i bezinteresowne przywiązanie. Napoleon zdawał się ze swej strony rozumieć tę anielską kobietę; usposobienie jej, pełne dobroci i abnegacji, zostawili mi wspomnienie niezatarte. Jadali zwykle oboje z cesarzem, a zatem byłem świadkiem zawsze miłej rozmowy, żywej i podnieconej ze strony cesarza, a czułej i melancholijnej ze strony pani W. /... /. W nieobecności Napoleona pani W. Spędzała czas samotnie, czytając, albo tez przez okno zza firanek przypatrywała się paradzie wojskowej i ćwiczeniom wykonywanym pod komendą cesarza. Takim jak usposobienie było i życie jej, jednostajne i zawsze jednakie..."
Z pobytem w Kamieńcu młodziutkiej szambelanowej wiąże się kilka epizodów, często przytaczanych przez jej biografów. Przybyłe do kwatery, pod koniec kwietnia, poselstwo perskie, podarowało cesarzowi w prezencie dla jego małżonki - Józefiny przepiękne i drogocenne szale. Najpiękniejsze z nich Napoleon usiłował wmusić Walewskiej. Nie zgodziła się ich przyjąć. "Nie chciała szali ani diamentów - chciała tylko Polski"- komentowano później te wydarzenie.Jak już wspomniano pobyt Marii u boku boga wojny utrzymywany był jak w największej tajemnicy. Któregoś ranka, minister wojny marszałek Berthier, mający wstęp do cesarza o każdej porze dnia i nocy, zaskoczył parę kochanków podczas wspólnego śniadania. Walewska zdążyła jeszcze umknąć do sąsiadującego pokoju, lecz kompromitujący dowód w postaci zastawy śniadaniowej pozostał. Marszałek zauważył oczywiście na tacy dwie filiżanki i pozwolił sobie na znaczący uśmiech. Został za to jednak ostro zgromiony przez Napoleona i przeszedł od razu do sprawy, która go tu sprowadziła. Po tym zdarzeniu, Berthier ostrożniej już korzystał z przysługującego mu prawa odwiedzania cesarza bez uprzedzenia.kam2
Opuszczając po trzech tygodniach pobytu pałac, Walewska wycięła sobie z zasłony łoża skrawek purpurowego jedwabiu, na pamiątkę nocy spędzonych w sypialni cesarza. Legenda o tym, podtrzymywana przez właścicieli Kamieńca, opowiedziana została prawnukowi Walewskiej, hrabiemu Ornamo, który w okresie międzywojennym zwiedzał pałac. Według udostępnionych przez rodzinę Ornamo fragmentów pamiętników naszej słynnej rodaczki, wyjeżdżała ona Kamieńca rozczarowana i rozżalona, że cesarz nie przywrócił dotąd niepodległości Polce. Oświadczyła Napoleonowi, że wycofa się na głęboką wieś, żeby tam oczekiwać w żałobie i w modlitwie obietnic, których nie spełnił. Groźby swej nie wykonała, zaś na pamiątkę wspólnie spędzonych chwil ofiarowała kochankowi pierścień z wyrytym napisem: "Jeżeli przestaniesz mnie kochać, to nie zapomnij, że ja cię kocham".
Nie ma zgodności, wśród biografów "polskiej małżonki Napoleona", jakie przyczyny skłoniły ją do przyjazdu do kwatery cesarza Francuzów. Według relacji osób z bliskiego otoczenia kochanków, wezwał ja do siebie stęskniony Napoleon specjalnym listem z "błagalną prośbą". A może miała to być misja polityczna z namowy generała Zajączka i brata, który ja tam zawiózł, a potem dopiero po namowach Napoleona zgodziła się pozostać w głównej kwaterze na dłużej ? A może o wszystkim zadecydowała tak po prostu, drzemiące w tej młodziutkiej kobiecie uczucie?.... c.d.n

 

autor: Kazimierz Skrodzki

Powrót na górę